Zdziwiło mnie pytanie chłopaka. Skąd w ogóle przyszło mu do głowy, że coś knujemy? To była prawda, ale chyba nie okazywałem po sobie faktu, że miałem ochotę zabić Riss... chyba. Chłopak nie wydawał się być typem człowieka, który kabluje, ale jednak postanowiłem zmienić temat.
-O ja cię... zupełnie zapomniałem. Nie znam nawet twojego imienia... nie miałeś okazji mi się przedstawić. - uśmiechnąłem się.
-Masao Natsuo. Miło mi cię poznać. - podał mi rękę.
-Yuu Nishinoya. Cała przyjemność po mojej stronie. - pewnie uścisnąłem dłoń chłopaka.
-No to powiesz mi w końcu co knujecie? - spytał już nieco zniecierpliwiony. Ja tylko westchnąłem i odwróciłem głowę w stronę okna:
-Ech... nie chcemy was w to mieszać. To nasza zemsta... nie warto abyście się w to mieszali. - powiedziałem z poważną miną – Może to dziwne, ale... nie zostawiam takich rzeczy od tak. Na szacunek trzeba zapracować... niestety. Nie mogę pozwolić, aby ktoś pokroju tej dziewuchy pozwalał sobie na coś więcej niż krzywe spojrzenie, choć i za to powinienem ją skarcić. - mruknąłem na co chłopak zdziwił się nieco.
-To wcale nie dziwne. Też nie czułbym się najlepiej gdyby ktoś wypominał mi coś co sprawia, że popadam z kompleks. Poza tym... uważam, że Riss należałaby się jakaś nauczka. - uśmiechnął się delikatnie – A co zaplanowaliście?
-Heh... w sumie to na co wpadłem to najłatwiejsza opcja tym bardziej, że nie za bardzo znamy szkołę. Chcemy ją oblać colą. - zaśmiałem się pod nosem – Na początku przerwy kiedy przyjdzie do łazienki poprawić makijaż. Tylko, że... jest jeden problem.
-Jaki? - spytał z ciekawością.
-Będę musiał sobie odpuścić ten piękny widok. - posmutniałem wiedząc, że to Yumi będzie musiała wskoczyć mi na ramiona, by dostać do tego cholernego okna – Jesteśmy za niscy, żeby dostać go pojedynczo. - powiedziałem z rezygnacją.
-Pomogę wam. - powiedział przyciszonym i spokojnym głosem.
-Ale... jak? Nie możesz sam tego zrobić... jak cię przyłapią to co? Będziesz mieć problemy... - urwałem kiedy chłopak położył mi palec na ustach.
-Możesz wskoczyć mi na ramiona... wtedy z łatwością dostaniesz do okna i piękny widok cię nie ominie. - powiedział odsuwając palec od mojej twarzy. Zamyśliłem się przez chwilę. Nie chciałem nikogo wpakowywać w kłopoty i najchętniej zemściłbym się sam. Po chwili wróciły dziewczyny:
-O czym ciekawym gadaliście? - spytała Yumi chowając dwie butelki coli do swojej torby.
-Aaa... o niczym ciekawym. - wywinąłem się – Mówiłem Masao o TYM. - powiedziałem cicho.
-O! Ja też powiedziałam Michi. - uśmiechnęła się do dziewczyny – Domyśliłam się, że powiesz o tym Masao. Ciebie łatwo pociągnąć za jezyk. - powiedziała żartobliwie. Naburmuszyłem się jak napchany chomik co wzbudziło śmiech w naszej małej grupce. Opowiedzieliśmy dwójce naszych nowych przyjaciół co planujemy... oczywiście wszystko mówiłem bardzo przyciszonym głosem. W końcu plan był taki, że ja będę na ramionach Masao, a Yumi na ramionach Michi. Bycie niskim czasami było tak strasznie kłopotliwe, ale bardzo mnie cieszyło, że będziemy mieli jakieś wsparcie. Planowaliśmy zrobić to na następnej przerwie. Na lekcji zrobiłem dziury w zakrętkach, by później je zamienić z tymi oryginalnymi. Po luźnej lekcji niepostrzeżenie zwialiśmy za szkołę razem z Masao i Michi. Cicho podmieniłem zakrętki. Pierwsza była Yumi, a potem ja. Muszę przyznać, że dziwnie się czułem będąc na takiej wysokości, ale strasznie się cieszyłem, że choć raz mogę poczuć się wysokim. Zatrzymaliśmy się przy pierwszej krawędzi tak, aby nie było nas widać w lustrze. Po chwili usłyszałem znajomy piskliwy głosik, ale zdziwił mnie fakt, że owy piskliwy głosik był sam. Delikatnie wyjrzałem zza krawędzi okna. Moim oczom ukazała się Riss poprawiająca swój makijaż. Widocznie nie zabrała koleżanek po to, aby nie użyczać im drogich kosmetyków. Uśmiechnąłem się szyderczo i wskazałem kciukiem, że już można zaczynać. Razem z Yumi cicho wstrząsnęliśmy butelki i energicznie wychyliliśmy ręce w stronę będącej za oknem dziewczyny. Ta zaczęła wrzeszczeć w niebo głosy jakby co najmniej ktoś ją ze skóry obdzierał:
-Aaaaa! Pomocy! Ratunku! Przestańcie! Nie! - krzyczała płaczliwym głosem. Ledwo mogłem powstrzymywać swój śmiech. Po chwili dałem znak naszym " wierzchowcom ", że należy się zwijać. Szybko zniknęliśmy za ścianą. Riss chyba z tego wszystkie się rozpłakała... jak mi przykro. Pozostałość postanowiliśmy zostawić na wszelki wypadek, wymieniając zakrętki. Przedziurkowane zaraz znalazły się w najbliższym koszu, który mieliśmy po drodze. Nadszedł czas, aby pożegnać się z naszymi " konikami ". Niechętnie chciałem zejść z ramion Masao. Był taki wysoki i silny, a ja znów nie taki ciężki, ale i tak zrobili już dla nas dużo. Duże, ciepłe dłonie chłopaka pomogły mi się bezgłośnie ześlizgnąć z jego pleców. Wszystkich przyciągnęła obecna sytuacja dziejąca się w łazienkach dziewcząt, dlatego na zewnątrz nie było za wiele osób. Cicho przemknęliśmy na jedną z ławek udawając niewiniątka. Poprawiliśmy swoje ubrania i schowaliśmy wszelkie dowody naszej " zbrodni " pożerając kupione przez Yumi chipsy. No i jak tu nas o co kolwiek posądzić? Jesteśmy zbyt niewinni.
( Masao? Michi? Co dalej? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz