To było coś naprawdę niesamowitego. Wirtualizacja do gry przez lata była niemożliwa. Naukowcy próbowali coś budować... nawet te maszyny czasu i nic, a tu proszę! Zwykła, opuszczona fabryka, a takie cuda skrywa. Może jednak przyjazd do Londynu nie był do końca złym pomysłem? Rozważałem tę opcję do czasu, aż rozległ się po fabryce dźwięk dzwonka mojego telefonu. Razem z Yumi spojrzeliśmy sobie w oczy. To na pewno byli rodzice. Pewnie dzwonili ze sto razy jak byliśmy w grze i jak znam życie byli teraz wściekli jak stado os. Wyciągnąłem telefon z kiszeni. Okazało się, że dzwonił tata, którego było trudno przegadać:
-Halo? - odebrałem telefon trzymając go nieco dalej od ucha. Chciałem się jeszcze poszczycić niezawodnym słuchem, a z ryjem mojego ojca to nie byłoby możliwe.
-Gdzie wy do kurwy nędzy jesteście? - wrzasnął. Moja brew zadrgała. Nie mogłem teraz dostać szlabanu... nie ma opcji.
-A jak myślisz? Wyszliśmy na spacer. - odpowiedziałem starając się zachować pewny głos.
-Na spacer? - zaśmiał się – Na spacer, tak? Czy tu ze mną w kulki lecisz? Matka chciała na policję dzwonić, a ty mi mówisz, że poszliście na spacer o czwartej w nocy? Macie w trybie natychmiastowym wyjść z kryjówki, a jak już przyjdziecie to sobie poważniej pogadamy. - zagroził. Skrzywiłem się. Nie wierzył mi, tak? To ja mu zaraz pokażę!
-Skoro mi nie wierzysz, to twój problem. - mruknąłem.
-Twoim problemem będzie szlaban, który dostaniecie jak w ciągu pięciu minut nie znajdziecie się w domu. - rzucił groźbą. Rozwścieczył mnie tym jeszcze bardziej.
-Aha... super! Nie dość, że robicie co chcecie i nawet nie mówicie, że macie w planach jakiś wyjazd na drugi koniec świata to jeszcze teraz dacie nam szlaban? Super! Zajebiście, kurwa... - zaśmiałem się kpiąco.
-Jak ty się wyrażasz?
-Tak jak się wyrażam. Nie słyszysz? Może ci powtórzyć? A... zapomniałem. Przecież ty czytasz w myślach. No nic... to ja kończę. Ciau! - i się rozłączyłem słysząc tylko jakieś krzyki po drugiej stronie. Oczywiście cała rozmowa przebiegła w języku japońskim i tylko Yumi znała treść, choć Levi za pewne domyślił się jaki charakter miała ta rozmowa. Westchnąłem ciężko spoglądając na nią i... zauważyłem jakiś brak. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie dojrzałem Oberona:
-Yumi... gdzie zgubiłaś Oberona? - spytałem niepewnie.
-O, boże! Zapomniałam o nim. Jak mogłam? Levi... musimy się wrócić do sali, w której jest komputer. - zwróciła swój błagalny głos na postać chłopaka, który ewidentnie już się pogubił w tym wszystkim:
-Jakiego kota? - zapytał chyba nie wierząc w to co słyszy.
-Mojego kota Oberona. To on nas tu zaprowadził... to niezwykły kot mający szósty zmysł. Musimy po niego wrócić. - chłopak najwyraźniej nie miał nic przeciwko. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do windy razem z Yumi. Ja zostałem na parterze. Ta rozmowa odebrała mi całą radość z tego co tu widziałem i przeżyłem. Chciałem rzucić się na łóżko i nie wstawać przez najbliższe godziny. Żałowałem tego co powiedziałem ojcu. Yumi również dostanie szlaban mimo to, że nic nie powiedziała. Ja i moja niewyparzona gęba... gdyby były olimpiady na najgorszego brata to bez wątpienia zdobyłbym na niej wysokie wyróżnienie. Byłem starszy i raczej powinienem zachowywać się lepiej. Byłem na siebie wściekły. Fakt, że jesteśmy w zupełnie nowym miejscu dobijał nas już wystarczająco, choć po spotkaniu Levi'ego i zobaczeniu cudów tutejszego " krajobrazu " na pewno była to mniejsza siła przygnębienia, lecz to rozgoryczenie nie ustępowało. Przecież nigdy nie chodziło o to, że się przeprowadzamy tylko o to, że dowiedzieliśmy się o tym dzień przed wyjazdem. No kto mądry tak robi, ja się pytam. Chodziłem wkurzony w te i z powrotem bijąc się z własnymi myślami. Nagle rozległ się dźwięk windy.
-Wracają. - powiedziałem do siebie. Zasuwa się otworzyła. Na szczęście zguba się znalazła. Nie wiem czy powinienem się cieszyć czy kwiczeć w niebo głosy z wściekłości.
( Levi? Ja wiem, że masz wakacje i przepraszam za to, że cię tak poganiałam ;_; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz