czwartek, 27 sierpnia 2015

WIELKI POWRÓT...

... mistrza. Czyli mnie, jakby ktoś nie skumał. Od jutra (28.08) wznawiam działalność bloga. Normalnie zrobiłbym to już, ale jestem tak zapi****lony, że ledwo moge chodzić. Wybaczcie, kocham was...
Administrator i Właściciel bloga,
ReikoKyun

niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Yuu Cd. Masao

Razem z Yumi szliśmy zapełnionym korytarzem. Wszyscy wciąż gadali o akcji w łazience. Z tego co udało mi się dowiedzieć to jakiś nauczyciel w końcu postanowił sprawdzić kto tak drze ryja w tej łazience i okazało się, że to była Riss. Chętnie zobaczyłbym minę tego kogoś kto ją widział w takim stanie, ale jak znałem życie to jeszcze dzisiaj wszyscy zobaczą Riss bez tej tony tapety na ryju. Tego również nie mogłem przegapić. Bardzo chciałem zobaczyć tą zmokłą kwokę. Niestety... nie udało mi się to, bo jedyne czym mogłem się wtedy nacieszyć to plotki związane z podejrzeniami o sprawcę tej zbrodni. Na szczęście Riss miała wielu wrogów, więc nie my jedni mielibyśmy interes w zrobieniu jej drobnego kawału. Stwierdziłem, że i tak już wiele widziałem i słyszałem, a na dodatek nie tylko dzięki sobie. Gdyby nie Michi i Masao nie wyszłoby to tak jakbym chciał, a tak to mogłem nacieszyć się samym faktem tego, że Riss może czegoś się nauczyła. Ja i moja siostra mieliśmy się spotkać z dwójką znajomych w szklarni koła botanicznego. Poszliśmy tam starając się nie rzucać w oczy. Usiedliśmy sobie na ławeczce zaraz za ozdobnymi żywopłotami czekając na Michi i Masao. Po niecałych dziesięciu minutach wypatrzyliśmy dwójkę... Yumi wypatrzyła, bo ja bujałem w obłokach – jak zwykle. Cały czas czułem te dreszcze, które przeszły po moim kręgosłupie kiedy byłem tak blisko tego chłopaka.
-Ej! Yuu! Obudź się. - potrząsnęła mnie za ramię siostra. Dopiero wtedy wróciłem do rzeczywistości. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że przed nami stoją Masao i Michi klikając w ekrany telefonów. Spojrzałem na moją siostrę z niemym pytaniem na co ona odpowiedziała:
-Wymienimy się numerami z Michi i Masao, okey? Chyba nie masz nic przeciwko?
-Nie, skąd. - zaprzeczyłem od razu – To świetny pomysł! - uśmiechnąłem się. Wymieniliśmy się swoimi numerami i mogliśmy być w kontakcie cały czas po czym postanowiliśmy wrócić do szkoły po nasze plecaki. Yumi razem z Michi ruszyły radośnie przodem. Niesamowite było jak szybko przekonała się do tej dziewczyny. Gdybym jej nie znał powiedziałbym, że ona i Michi to najlepsze przyjaciółki od czasów przedszkola. Ja i Masao szliśmy za nimi... w ciszy. Czułem jego wzrok na sobie. Ciekawość co o mnie myśli wywiercała mi dziurę w brzuchu. W końcu nie wytrzymałem:
-Czemu mi się tak przyglądasz? - spojrzałem na chłopaka, który najwyraźniej był zdziwiony tym, że to zauważyłem, a raczej poczułem. Odpowiedzi się nie doczekałem, bo zaraz do naszych uszu dotarły głośne śmiechy. Wybiegłem przed wszystkich przyglądając się zbiegowisku. Obiektem zainteresowania okazała się nasza dobra znajoma tapeciara. Chyba nie za wiele osób widziało ją bez make-up'u. Kiedy tylko ją zobaczyłem z twarzą pokrytą piegami i włosami sklejonymi słodkim napojem. Nie wytrzymałem i po prostu wybuchnąłem głośnym śmiechem. Zaraz rozbolał mnie brzuch i nie wiele by brakło, abym spotkał się twarzą w twarz z glebą, ale chwyciły mnie w pasie ciepłe, duże dłonie. Och... gdybym mógł to zostałbym w nich tak na zawsze, ale... śmiech wygrał.

( Masao? Michi? )

sobota, 15 sierpnia 2015

Nowy gracz!


Osoba realna:
Imię: Talie 
Nazwisko: Silvershot
Wiek: 16 lat 
Orientacja seksualna: Heteroseksualna
Pseudonim(y): Nie lubi jak ktoś zwraca się do niej skrótowo lub inaczej niż Talie.
Osobowość: Talie jest osobą bardzo upartą, która ma wyznaczone oczekiwania. Przy okazji to żywa dziewczyna i przyjacielska. Nie boi się powiedzieć co myśli. Jest otwarta na wszelkie propozycje. Potrafi się dobrze się wkurzyć gdy powiesz inaczej niż Talie. Niecierpliwa i potrafiąca uderzyć sarkazmem. O niektóre sprawy potrafi się wykłócać godzinami. Czasem trzeba mieć do niej cierpliwość. Ogromną cierpliwość. Nadal nie wiadomo ja Levi wytrzymał z nią tyle lat. Myśli pozytywnie i idzie na przód mimo wszystko. W końcu ma nogi. Od czasu do czasu potrafi spoważnieć. Nie okazuje zbytnio negatywnych uczuć takich jak smutek, żal, ale za to złość pokazuje doskonale. 
Aparycja: Talie to niska dziewczyna o drobnej posturze. Ma długie włosy kolory bordowego, które często związane są w luźny kucyk. Grzywka zwykle zasłania jej czoło. Brwi mają łagodny kształt. Usta też nie są duże, można powiedzieć, że w sam raz. Podobnie jak brat ma śliczny uśmiech, ale w porównaniu do niego potrafi go roznieść każdemu. Trudno nie zauważyć szkarłatnych dużych oczu.  Ma okrągłą buzię i jasną cerę. Nosi bluzy, czasami są za duże, bo to ubrania Leviego ( Tak Levi, siostra zajebała ci bluzy xD ), które lekko przerobiła, czyli główne zmieniła ich kolor. Do tego spodnie, zazwyczaj krótkie. 





Postać z gry:


Imię:
 Ziya Rashid
Profesja: Mag 
Aparycja: Zia to dziewczyna o arabskich rysach twarzy. Krótkie czarne włosy są ucięte na wysokości brody. Ma drobny nos, a oczy wyglądają jakby chowały w sobie bursztynowy proszek. Usta są koloru wiśniowego, a oczy ma podkreślone są kohlem. Ma na sobie luźną lnianą tunikę, obwiązaną w pasie prowizorycznym pasem, czyli zwykłym sznurkiem. Ze sobą nosi torbę i drewnianą laskę. 
Statystyki:
 -Wytrzymałość: 8
 -Atak fiz: 4
 -Atak psy: 9
 -Obrona: 4
 -Odporność na magię: 8
 -Prędkość: 12

Umiejętność pasywna: 

Domowe ognisko - czas odnowienia umiejętności dla pobliskich sojuszników zostaje skrócony o 10 sekund.
Żar- gdy wrodzy są spowolnieni, zatruci lub ogłuszeni, skuteczność ataków Ziyi wzrasta o 20 %.

Umiejętności aktywne:
Oko Horusa- szatynka zaczyna pobłyskiwać tęczowym światłem, przyciągając tym samym wzrok wrogów. Kusi ich w ten sposób, przyciąga i oślepia palącym ogniem z oka, które pojawia się nad nią. W ten sposób łatwo ogłusza przeciwnika.
Ognisty pomocnik- tworzy ścianę ognia, z której wynurza się płomienny lew, nie da się go zranić bez wody. Topi bronie i ochrania sojuszników. Znika po 15 sekundach.
Tarcza- następuje samozapłon, który chroni ją przed atakami fizycznymi. Trwa 30 sekund i chroni ją w 80 %.
Wybuchowy charakter- oczy dziewczyny płoną, a w jej rękach pojawia się kilka ognistych kul, które ciska w przeciwnika. Wybuchają przy dotknięciu przeciwnika, fala uderzeniowa rani również pobliskich wrogów.
Umiejętność hiperaktywna: 
Cień sokoła- wokół niej pojawia się ognisty awatar w kształcie sokoła  o gigantycznych rozmiarach . W takiej postaci wykonuje on ruchy zgodne z ruchami dziewczyny. Pali i niszczy wszystko co stanie mu na drodze. 
Email i/lub login na howrse: Turlajdropsa

piątek, 14 sierpnia 2015

Od Masao Cd. Yuu

Rozdzieliliśmy się na chwilę, by na pewno nikt nas nie widział razem i o nic nie podejrzewał. Razem z Michi szliśmy jak gdyby nigdy nic. Na twarzy mojej przyjaciółki od ucha do ucha rozciągał się wielki uśmiech. Była z siebie bardzo dumna, wiedziałem że pragnęła tej zemsty od pierwszego spotkania z Riss, ale była zbyt nieśmiała by jej dokonać. Michi zaczęła opowiadać mi jak bardzo się cieszy i o wszystkich upokorzeniach jakie ją ze strony tej wiedźmy spotkały dotychczas. Starałem się jej słuchać... no właśnie "starałem", bo choć bardzo mnie interesowało co ma mi do powiedzenia, to moje myśli galopowały w całkiem innym kierunku. Moją głowę zaprzątał obiekt, który jeszcze jakieś 10 minut temu siedział mi na barana. "Ogarnij się Mass" powtarzałem sobie w myślach, lecz ten chłopak nie dawał mi spokoju, chciałem go poznać. Musiałem mieć jego numer, choć to było głupie, bo nawet go dobrze nie znałem, ale ciepło jego ciała, jak siedział mi na barana, było niesamowiii...
- Mass wszystko gra? - z zamyślenia wyrwał mnie zaniepokojony głos Michi.
"Ogarnij się!" skarciłem w myślach sam siebie.
- Tak.
- Masz głowę w chmurach przyjacielu. - dziewczyna nieznacznie przechyliła głowę i spoglądała na mnie tym swoim ciekawskim wzrokiem.
- Wiesz, skoro nasi nowi znajomi okazali się tacy mili, może wymienimy się z nimi numerami? - powiedziałem po czym pochwaliłem się w duchu za ten genialny pomysł.
- Jasne! - wykrzyczała z zadowoleniem dziewczyna.
Uwielbiałem ją za tą jej charyzmę.
...
Po paru minutach znaleźliśmy bliźniaki, a Michi zaproponowała wymianę numerami.
<Yuu? Yumi? :3 >

czwartek, 13 sierpnia 2015

Od Yuu cd. Masao

  Zdziwiło mnie pytanie chłopaka. Skąd w ogóle przyszło mu do głowy, że coś knujemy? To była prawda, ale chyba nie okazywałem po sobie faktu, że miałem ochotę zabić Riss... chyba. Chłopak nie wydawał się być typem człowieka, który kabluje, ale jednak postanowiłem zmienić temat.
-O ja cię... zupełnie zapomniałem. Nie znam nawet twojego imienia... nie miałeś okazji mi się przedstawić. - uśmiechnąłem się.
-Masao Natsuo. Miło mi cię poznać. - podał mi rękę.
-Yuu Nishinoya. Cała przyjemność po mojej stronie. - pewnie uścisnąłem dłoń chłopaka.
-No to powiesz mi w końcu co knujecie? - spytał już nieco zniecierpliwiony. Ja tylko westchnąłem i odwróciłem głowę w stronę okna:
-Ech... nie chcemy was w to mieszać. To nasza zemsta... nie warto abyście się w to mieszali. - powiedziałem z poważną miną – Może to dziwne, ale... nie zostawiam takich rzeczy od tak. Na szacunek trzeba zapracować... niestety. Nie mogę pozwolić, aby ktoś pokroju tej dziewuchy pozwalał sobie na coś więcej niż krzywe spojrzenie, choć i za to powinienem ją skarcić. - mruknąłem na co chłopak zdziwił się nieco.
-To wcale nie dziwne. Też nie czułbym się najlepiej gdyby ktoś wypominał mi coś co sprawia, że popadam z kompleks. Poza tym... uważam, że Riss należałaby się jakaś nauczka. - uśmiechnął się delikatnie – A co zaplanowaliście?
-Heh... w sumie to na co wpadłem to najłatwiejsza opcja tym bardziej, że nie za bardzo znamy szkołę. Chcemy ją oblać colą. - zaśmiałem się pod nosem – Na początku przerwy kiedy przyjdzie do łazienki poprawić makijaż. Tylko, że... jest jeden problem.
-Jaki? - spytał z ciekawością.
-Będę musiał sobie odpuścić ten piękny widok. - posmutniałem wiedząc, że to Yumi będzie musiała wskoczyć mi na ramiona, by dostać do tego cholernego okna – Jesteśmy za niscy, żeby dostać go pojedynczo. - powiedziałem z rezygnacją.
-Pomogę wam. - powiedział przyciszonym i spokojnym głosem.
-Ale... jak? Nie możesz sam tego zrobić... jak cię przyłapią to co? Będziesz mieć problemy... - urwałem kiedy chłopak położył mi palec na ustach.
-Możesz wskoczyć mi na ramiona... wtedy z łatwością dostaniesz do okna i piękny widok cię nie ominie. - powiedział odsuwając palec od mojej twarzy. Zamyśliłem się przez chwilę. Nie chciałem nikogo wpakowywać w kłopoty i najchętniej zemściłbym się sam. Po chwili wróciły dziewczyny:
-O czym ciekawym gadaliście? - spytała Yumi chowając dwie butelki coli do swojej torby.
-Aaa... o niczym ciekawym. - wywinąłem się – Mówiłem Masao o TYM. - powiedziałem cicho.
-O! Ja też powiedziałam Michi. - uśmiechnęła się do dziewczyny – Domyśliłam się, że powiesz o tym Masao. Ciebie łatwo pociągnąć za jezyk. - powiedziała żartobliwie. Naburmuszyłem się jak napchany chomik co wzbudziło śmiech w naszej małej grupce. Opowiedzieliśmy dwójce naszych nowych przyjaciół co planujemy... oczywiście wszystko mówiłem bardzo przyciszonym głosem. W końcu plan był taki, że ja będę na ramionach Masao, a Yumi na ramionach Michi. Bycie niskim czasami było tak strasznie kłopotliwe, ale bardzo mnie cieszyło, że będziemy mieli jakieś wsparcie. Planowaliśmy zrobić to na następnej przerwie. Na lekcji zrobiłem dziury w zakrętkach, by później je zamienić z tymi oryginalnymi. Po luźnej lekcji niepostrzeżenie zwialiśmy za szkołę razem z Masao i Michi. Cicho podmieniłem zakrętki. Pierwsza była Yumi, a potem ja. Muszę przyznać, że dziwnie się czułem będąc na takiej wysokości, ale strasznie się cieszyłem, że choć raz mogę poczuć się wysokim. Zatrzymaliśmy się przy pierwszej krawędzi tak, aby nie było nas widać w lustrze. Po chwili usłyszałem znajomy piskliwy głosik, ale zdziwił mnie fakt, że owy piskliwy głosik był sam. Delikatnie wyjrzałem zza krawędzi okna. Moim oczom ukazała się Riss poprawiająca swój makijaż. Widocznie nie zabrała koleżanek po to, aby nie użyczać im drogich kosmetyków. Uśmiechnąłem się szyderczo i wskazałem kciukiem, że już można zaczynać. Razem z Yumi cicho wstrząsnęliśmy butelki i energicznie wychyliliśmy ręce w stronę będącej za oknem dziewczyny. Ta zaczęła wrzeszczeć w niebo głosy jakby co najmniej ktoś ją ze skóry obdzierał:
-Aaaaa! Pomocy! Ratunku! Przestańcie! Nie! - krzyczała płaczliwym głosem. Ledwo mogłem powstrzymywać swój śmiech. Po chwili dałem znak naszym " wierzchowcom ", że należy się zwijać. Szybko zniknęliśmy za ścianą. Riss chyba z tego wszystkie się rozpłakała... jak mi przykro. Pozostałość postanowiliśmy zostawić na wszelki wypadek, wymieniając zakrętki. Przedziurkowane zaraz znalazły się w najbliższym koszu, który mieliśmy po drodze. Nadszedł czas, aby pożegnać się z naszymi " konikami ". Niechętnie chciałem zejść z ramion Masao. Był taki wysoki i silny, a ja znów nie taki ciężki, ale i tak zrobili już dla nas dużo. Duże, ciepłe dłonie chłopaka pomogły mi się bezgłośnie ześlizgnąć z jego pleców. Wszystkich przyciągnęła obecna sytuacja dziejąca się w łazienkach dziewcząt, dlatego na zewnątrz nie było za wiele osób. Cicho przemknęliśmy na jedną z ławek udawając niewiniątka. Poprawiliśmy swoje ubrania i schowaliśmy wszelkie dowody naszej " zbrodni " pożerając kupione przez Yumi chipsy. No i jak tu nas o co kolwiek posądzić? Jesteśmy zbyt niewinni.
( Masao? Michi? Co dalej? )

środa, 12 sierpnia 2015

E-khem, e -khem (INFORMEJSZYN)

Admin ma problemy z internetem, ale nie ja. Nie moja wina, że Reiko nie myśli i nie mógł wpaść na ten genialny plan...  Opowiadania i formularze możecie wysyłać do mnie, czyli Turlajdropsa ( howrse)  lub kasiaas1267@gmail.com 
Mam nadzieję, że przez ten czas blog będzie normalnie funkcjonował bez zawieszeń oraz, że dołączą do nas nowe osoby. 
~Nieadmin 
Turlajdropsa

Ogłoszenie!

UWAGA!

Z przyczyn następujących:
-brak stabilnego łącza internetowego
-brak odpowiedniego oprogramowania i sprzętu
-brak warunków do korzystania z internetu
ZAWIESZAM działalność bloga od dnia 12.08.2015 do 25.08.2015
W tym czasie można wysyłać opowiadania, formularze itp. na maila oraz na howrse, nie będą jednak one akceptowane i potwierdzane przez datą końcową zawieszenia.

Administrator i właściciel bloga, Reiko Horigome

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Jean'a cd Levi'ego

Pocałunek chłopaka totalnie wybił mnie z równowagi. Momentalnie zdrętwiałem, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Nie mogłem uwierzyć, że dał się tak podle sprowokować. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Czemu tej dziewczynie tak bardzo zależało na tym, abyśmy się całowali? Bardzo mnie to martwiło:
-Co tu się dzieje, suko? - zwróciła się do Riss niska dziewczyna. Wtedy dopiero spojrzałem w stronę grupki dziewczyn i zauważyłem, że jedna z nich robi nam zdjęcia telefonem. Wściekłem się. One to wszystko zaplanowały tylko po to, aby skrzywdzić Levi'ego... i mnie przy okazji.
-Nie widzisz, Yumi? Kompromitujemy twoich koleszków. Tu by się jeszcze twój braciszek przydał. Byłby niezły trójkącik. - zaśmiała się podle Riss. Dziewczyna nie wytrzymała i rzuciła się z pazurami na tą plastikową panienkę. W końcu niechętnie odkleiłem się od słodkich ust Levi'ego, by zabrać zdziwionej koleżance Riss telefon. Korzystając z jej rozkojarzenia wyrwałem komórkę z jej dłoni i oddaliłem się od grupki. Levi i dwie koleżanki Riss próbowali rozdzielić bijące się dziewczyny. Ja w tym czasie wyczyściłem pamięć telefonu. Chciałem być pewien, że nikt nie zobaczy tych zdjęć, ani się o nich nie dowie. Nie zniósłbym tego, gdyby zostało to pokazane na większym forum. Levi by mnie za to znienawidził, a tego nie chciałem. Dopiero co udało mi się z nim zaprzyjaźnić i co? Przez jakąś dziunię miałem go stracić? Po moim trupie chyba. Nie miałem zamiaru jej tego odpuścić... przegięła i to ostro. Jak w ogóle śmiała do mnie zarywać w jego obecności? No tak... przecież prokowowała go specjalnie. Z wyrzutem oddałem paniusi telefon i o mało nie oberwałem od niej w twarz, ale cała ta sytuacja coraz bardziej działała mi na nerwy. Jak można było tak kogoś prześladować? Chore.
-Ty jesteś jakaś nienormalna! - wrzasnęła Riss w stronę dziewczyny trzymanej przez Levi'ego. Ona na to coraz mocniej się wyrywała i rzucała obelgami w jej stronę. Po czacie stwierdziłem, że mi kogoś przypomina. W każdym bądź razie rozumiałem ją. Też nie pozwoliłbym, aby ktoś tak obrażał mojego brata, ale mogliśmy mieć przesrane u nauczycieli:
-Zamknąć ryje do cholery. - mruknąłem tak, aby cała zgraja mnie słyszała – Jak się zaraz nie przymkniecie to wszyscy wylądujemy u dyra. Teraz wy... - zwróciłem się do grupy wrednych dziewczyn - ... zabieracie dupę w troki i zjeżdżacie stąd. Jeszcze raz mi się narazicie, a nie będę się z wami cackał. Szczególnie z tobą. - spojrzałem zabójczym wzrokiem na Riss. Odwróciłem się w stronę dziewczyny i Levi'ego.
-Chodźmy stąd... nic tu po nas. - zabrałem swoją torbę i czekałem na dwójkę. Dziewczyna nadal z nienawiścią wpatrywała się w miny dziewczyn, do których chyba nie do końca jeszcze dotarło co im powiedziałem.

( Levi? Masz takie badziewie ;_; )

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Masao cd. Yumi i Yuu

Po całej awanturze poszliśmy na stołówkę. Moja przyjaciółka Michi była zadowolona, że uniknęła bójki... w sumie Ona cały czas była radosna i za to ją lubiłem. Co do bliźniaków to byłem pewien, że Yuu i tak się zemści na Riss. Od małego umiałem rozszyfrowywać innych, a w oczach Yuu szalały iskry. Yumi jako dobra siostra pomoże bratu to było jasne, sama też wbijała noże w plecy odchodzącej dziewczynie.Jednak wolałem nie denerwować Michi moimi spostrzeżeniami więc nic nie powiedziałem. W głębi duszy wiedziałem, że Ona chętnie dołączy do zemsty na Riss za wszystkie dotychczasowe upokorzenia.
Zacząłem rozmawiać z nią o szkolnych drobnostkach. Gdy doszliśmy do stołówki usiedliśmy przy wolnym stoliku, byłem ciekawy co knują bliźniaki, całą drogę energicznie rozmawiali po japońsku, znaczy nie chcieli by ktokolwiek wiedział o czym mówili. Kusiło mnie by dołączyć się do ich rozmowy, ale nie był to dobry moment. Postanowiłem pogadać z Yuu, bo On w porównaniu do siostry był łatwiejszy do odgadnięcia i o wiele ciekawszy. Gdy tylko pojawiła się okazja, by zapytać go o czym tak energicznie rozmawiał z siostrą wykorzystałem ją i nie chcąc owijać w bawełnę zapytałem z uśmiechem:
- Co knujecie?
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony...
<Yuu? Wiesz Mass spokojnie dosięgnie okna>

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Leviego cd. Jeana.

Było całkiem późno, słońce chowało się za horyzontem leniwie oblewając jaskrawym światłem nas i cały las. Szliśmy trzymając się za ręce ścieżką wydeptaną kilka lat temu przez dresów pijących nieopodal alkohol.
-Która jest godzina? - spytał Jean. Wyjąłem telefon z kieszeni i włączyłem wyświetlacz.
-Osiemnasta... ominęliśmy obiad - mruknąłem. Usłyszałem burczenie w brzuchu chłopaka, sam też byłem bardzo głodny.
-Pójdziemy może na miasto coś zjeść? - rzucił pomysłem. Czy on czyta mi w myślach? Przycisnąłem się mocniej do jego ramienia. Dopiero teraz zauważyłem, że jestem mu pod pachę.
-Pewnie... - powiedziałem spokojnie. Zeszliśmy na chodnik. Przy kawiarence stały parasole, a tam siedziała Riss z koleżanką. Zrobiłem zdziwioną minę zauważając, że Riss cały czas sączy wodę mineralną, a jej znajoma je ciasto. Podeszliśmy, a dziewczyna złapała mnie za zamek od bluzy i przyciągnęła do siebie. Zacząłem się spinać. Zacisnąłem dłoń tak mocno, że Jean jęknął, a jego nadgarstek posiniał.
-Czego? - spytałem z ignoranckim tonem.
-Nic, tak chciałam się przywitać - powiedziała robiąc przy tym debilnie szczęśliwą minę - Kup mi jeszcze jedną... - mruknęła do dziewczyny siedzącej na przeciwko jej podając jej butelkę.
-Serio? Chlać wodę w kawiarni? Trzeba mieć tupet... - zacząłem.
-Taki kwiatuszek jak ja musi dużo pić, nieprawdaż? - wyszczerzyła zęby - Nie tak jak takie chwasty jak ty i twój kochaś.
-Pij, pij to może w końcu mózg ci wykiełkuję - uśmiechnąłem się jej i pociągnąłem Jeana za sobą.
-Levi, kto to był? - spytał zdziwiony patrząc na kretynkę z której twarzy po kilku sekundach dotarło co powiedziałem.
-Riss, taka kretynka z humana... tam większość takich siedzi, a co? - spytałem. Blondy wyciągnęła telefon i zaczęła szybko klikać.
-Nie wygląda na głupią... - mruknął. Resztę dnia spędziliśmy na jedzeniu croisantów, piciu kawy i gadaniu o pierdołach.

* * * * *
 Wyszedłem z sali - jak zwykle ostatni. Z kapturem na głowie, z włosami opuszczonymi na twarz. Zszedłem schodami w dół omijając wszystkich nieznajomych slalomem w drodze do stołówki. Wziąłem tylko słodką bułkę i wyszedłem na zewnątrz. Pod drzewem siedział Jean. Gdy go zobaczyłem zerwałem się z miejsca i z rzadko spotykanym u mnie zacieszem rzuciłem się na niego.
-Jean! - krzyknąłem gdy przygwoździł mnie do zimnej trawy.
-Nie strasz mnie tak więcej! - powiedział naburmuszony wstając po książkę którą rzucił za siebie.
-No, no... co ja paczę! - powiedział złośliwy głos. To Riss podeszła ze swoimi "gorylkami". -I co, żadnego buziaka na dzieńdobry mu nie dałeś, Levi? Gdzie twoje maniery, wczoraj wyglądaliście na zadowolonych.
-Młoda, spadaj stąd, co? - Jean wstał i stanął za mną. Czułem się przy nim strasznie niski, teraz Riss nie patrzyła w oczy mi, a jemu.
-Taki ładny chłopak, a marnujesz się dla tego smutnego emo... założę się, że ten cnotliwy pedałek boi się ciebie pocałować... A szkoda, bo ja bym cię przygarnęła.
-Coś powiedziała?! - krzyknąłem - Zostaw go w spokoju, albo... albo...
-Albo co? Pobijesz mnie? Boisz się pocałować własnego chłopaka, ja się dziwię, że nie wstydzisz się pokazywać publicznie - zaśmiała się - No na co czekasz, daj mu buzi! Cmok, cmok, cmok!
Zacisnąłem pięści, silnym ruchem dłoni odepchnąłem Riss do tyłu. Złapałem Jeana za kołnierz i soczyście go pocałowałem. Zrobił wielkie oczy, a na jego policzkach zagościły rumieńce.
-Co tu się dzieje, suko? - spytała Yumi podchodząc do mnie i Jeana. Dopiero po paru sekundach zauważyłem, że cały czas jesteśmy sklejeni.

<Jean, Yumi?>

środa, 5 sierpnia 2015

Od Yumi cd. Michi.

Muszę powiedzieć, że byłam trochę zawiedziona faktem, że Yuu nie mógł spuścić łomotu tej szmacie. Z zasady nie bił kobiet, ale zawsze zadanie mógł zrzucić na mnie. Z miłą chęcią wydrapałabym tej suce oczy chociaż nie wiem czy miałabym szanse z toną tynku, którą miała na ryju ta cała Riss. Musiała to sobie nakładać jakąś wielką szpachlą czy coś, bo nie sądzę, aby jej słabe rączki były w stanie unieść coś cięższego od smartfona. W sumie... nie byłam pewna czy aby na pewno Yuu chciał jej zrobić jakąś fizyczną krzywdę, ale on jak coś wymyśli to może być nie za fajnie, a to przecież był nasz pierwszy dzień w nowej szkole. Nie chciałam już pierwszego dnia wylądować na dywaniku u dyrka, jednak później stało mi się to wszystko jedno. Ktoś jednak skutecznie powstrzymał Yuu i nie był to ktoś o słabej sile mięśni. Mimo, że mój brat miał drobne ciało to umiał dać nieźle popalić z piąchy i był dosyć silny. Spojrzałam na ową osobę i o mało nie dostałam zawału. Chłopak, który powstrzymał Yuu był co najmniej dwa razy wyższy ode mnie... od mojego brata zresztą też. Jego pojawienie jednak okazało się niezwykle pomocne. Mniemana Riss odeszła w niedosycie obelg rzucanych w naszą stronę, ale odeszła... na szczęście. Jeszcze jedno jej słowo, a nie wiem jakby się to wszystko potoczyło.
-Mogę się do was przyłączyć? Też idę w tamtą stronę. - zapytał fioletowo-włosy. Oczywiście Yuu w ogóle nie zareagował na pytanie. Wciąż wpatrywał się nienawistnym wzrokiem z postać złośliwej dziewczyny. Byłam pewna, że już szykuje jakąś zemstę. Po chwili zaśmiał się szyderczo grożąc:
-Ja cię jeszcze załatwię... nim skończą się lekcje. - oczywiście groźba została wypowiedziana w języku japońskim tak, aby nikt jej nie zrozumiał oprócz mnie. Nie wiem co prawda co miał w planach mój brat, ale nie miałam się nad czym zastanawiać... zamierzałam mu pomóc. Również uśmiechnęłam się pod nosem. Na razie czekał nas obiad i spotkanie z Michi. Nie chciałam psuć tych planów:
-Jasne! Im nas więcej tym weselej. Michi? Yuu? Zgadzacie się, prawda? - zapytałam dwójkę.
-Oczywiście. Nie mam nic przeciwko. - potwierdziła Michi.
-Taa... spoko. Jak dla mnie bomba. - uśmiechnął się Yuu udając jakby nic się nie stało. Tryb " piekielne bliźniaki " został uaktywniony.
-Super. No to co? Idziemy. - cała nasza czwórka ruszyła w stronę dużego budynku na przeciwko szkoły, gdzie znajdowała się stołówka. My z Yuu trzymaliśmy się na końcu. Michi rozmawiała z chłopakiem o jakimś sprawdzianie. Wykorzystaliśmy ten moment, by obmyślić plan zemsty... oczywiście cała rozmowa przebiegła w naszym ojczystym języku. Nasi nowi znajomi nie wyglądali na takich, którzy by się wygadali z powierzonego im sekretu, ale nasze zemsty przebiegały raczej w tajemnicy... nieliczni wiedzieli, że to nasze sprawki, ale nikt nigdy nam niczego nie udowodnił. Tutaj również woleliśmy pozostać anonimowi, ale oczywiście nic by się złego nie stało gdyby ktoś z naszych dobrych znajomych się o tym dowiedział. Propozycja Yuu była dosyć ekstrawagancka, ale efekt tego przedsięwzięcia mógłby być naprawdę imponujący. Miał zamiar oblać Riss colą. Domyślił, że dziewczyna jest głupia i naiwna, więc łatwo będzie można jej wmówić, że jest rozmazana czy rozczochrana. Ta, chcąc nie chcąc musiałaby iść do łazienki, a z tego co dziś zauważyliśmy to okna w łazienkach były otwarte, ale zakratowane. Kraty tylko pomogłyby sprawie. Dziewczyna nie mogłaby wyjrzeć i zobaczyć kto ją tak artystycznie załatwił. Zresztą... byłam pewna, że nie będzie miała odwagi otworzyć oczu. Postanowiliśmy zrobić to na początku jednej z przerwy. Z lekcji wyjdziemy wcześniej pod pretekstem wyjścia do pielęgniarki i zaczaimy się pod oknem damskiej łazienki. Dziewczyna pewnie na każdej przerwie bywała w łazience, żeby sprawdzić swój wygląd. Jeśli by była z tym swoimi koleżaneczkami to by było jeszcze lepiej. Wszystkie by dostały za swoje tylko był jeden problem... wysokość. Nie było szans, żeby któreś z nas samodzielnie dostało do okna, dlatego stwierdziliśmy, że Yuu weźmie mnie na barki, a ja zajmę się resztą. Jakie z nas szatany... hehehe.


( Michi? Masao? Weźmiecie udział w zbrodni? :3 )

Od Jeana cd. Leviego.

Na początku nie wiedziałem co zrobić kiedy Levi mnie pocałował. Odrzucić? Nie byłem w stanie... po prostu nie mogłem, więc pozostało mi tylko dać się ponieść chwili. Bałem się, że chłopak może to później potraktować jako jakąś krzywdę. Teraz targały nim różne emocje. Nie znałem ich źródła, ale wiedziałem, że mógł działać nie do końca świadomie. Jego zachowania mnie zadziwiały. Być może przechodził ten okres huśtawek nastrojów... albo po prostu taki był. Mi to ani trochę nie przeszkadzało. Nasza znajomość nie zaczęła się mega różowo, ale czyż to nie nadało tylko uroku wszystkim tym sytuacjom? Według mnie było dosyć ciekawie.
Delikatnie objąłem chłopaka w pasie i splotłem nasze dłonie. Nie opierał się, a po chwili wsunął mi język do ust. Odważny był... rozważałem nawet czy to na pewno ten sam Levi, którego dziś poznałem. Cieszyło mnie to, że chłopak pierwszy wyszedł z inicjatywą. Gdybym to ja miał zacząć to nie wiem czy bym się odważył na taki ruch, a ten od razu. Nasze pocałunki były coraz bardziej zachłanne, ale musiałem to w końcu przerwać. Już nam brakowało tlenu w płucach, a na dodatek... gdybym tego nie przerwał mogłoby się to skończyć czymś więcej, a na to chyba było troszkę za wcześnie. Nie chciałem skrzywdzić chłopaka, bo obserwując go wnioskowałem, że jest nieco zagubiony, więc na razie potrzebne mu było jakieś silne oparcie moralne, ale skoro już się powiedziało A to trzeba też powiedzieć B. Niechętnie oderwałem się od delikatnych warg chłopaka. Zauważyłem na jego twarzy ogromne zakłopotanie. Jego policzki były tak uroczo czerwone... nawet jego uszy nabrały żywszego koloru. Było to tak słodkie, że nie mogłem się powstrzymać i mocno przytuliłem go do siebie, mówiąc:
-Wiesz co, Levi? Ja się chyba w tobie zakochałem. Dasz wiarę? - zapytałem łagodnym głosem. Chłopak na te słowa jeszcze bardziej wtulił głowę w mój tors, szepcząc:
-Ja... ja chyba też. - uśmiechnąłem się na te słowa i wtuliłem twarz w puszyste włosy Levi'ego. One tak pięknie pachniały.

( Levi? Wybacz, że na takie piękne opowiadanie odpisuję ci takim o to badziewiem ;_; )

wtorek, 4 sierpnia 2015

Od Leviego cd. Jeana.

Westchnąłem i spojrzałem w jego oczy. Miałem wrażenie jakbym w nich tonął, nie wiem czemu... podoba mi się to. Rzuciłem się na niego i przytuliłem się do niego. Był ode mnie o wiele wyższy, przy głowie miałem jego klatkę piersiową. Czułem jego niespokojnie szybkie bicie serca, słyszałem płytki oddech. Po chwili rozluźnił mięśnie i odwzajemnił uścisk. Czułem się w tym momencie naprawdę bezpiecznie... jak nigdy...
-Przepraszam... i dziękuję... - mruknąłem cicho roniąc jedną łzę wsiąkającą szybko w materiał polarowej bluzy chłopaka.
-Za co? - szepnął cicho głosem niższym niż zwykle. Gdy go usłyszałem zrobiło mi się nagle tak bardzo dobrze... ciepło...
-Uratowałeś mnie przed dresem, pomogłeś w wirtualnym świecie i teraz jakoś tak mi przykro... - uroniłem wielki potok łez z trudem powstrzymując szloch - Potraktowałem cię jak śmiecia, zwyzywałem i uciekałem... Wiesz jak źle się z tym teraz czuję?!
Nic nie odpowiedział. Zaniosłem się okropnym, przeciągniętym szlochem... zapewne cały lasek i okolice mnie słyszały.
-Chodźmy stąd... - mruknął mi nad uchem.
-Nie chcę iść na lekcje - powiedziałem. Pociągnąłem go za rękę w stronę fabryki.

 * * * * *
Stanęliśmy w windzie. Wpisałem kod i zjechaliśmy w dół. Spojrzałem na niego... nadal ściskałem jego dłoń.
-Znamy się jeden dzień... wiem, że to niewłaściwe ale... - dokończyłem zdanie pocałunkiem. Spojrzał na mnie zszokowany, a po chwili odwzajemnił pocałunek.

<Jean? Wybacz, że tak krótko ;-;>

Od Michi cd. Yuu i Yumi.

"Tylko nie One..." lamentowałam w myślach, gdy na naszej drodze stanęła Riss i jej paczka. Dziewczyna była znana ze swojego wyglądu i wyjątkowo wrednego charakteru. Wysoka blondynka cała w samoopalaczu i błyszczących dodatkach, zagadała tym swoim piskliwym głosikiem:
- O! Oprowadzasz maluchy Michi.
- Riss śpieszy nam się, pogadamy później. - próbowałam ją zbyć.
- Maluszki idą na papu. - zapiszczała, a jej chórek wybuchnął śmiechem.
- "Maluszki?!" - powtórzył wściekle Yuu
Jego twarz była się purpurowa i stał wściekły z zaciśniętymi pięściami. Spojrzałam panicznie na Yumi i błagałam ją wzrokiem by powstrzymała brata. Yumi niechętnie złapała chłopaka za rękę.
- Tak - kręcąc długim palcem wskazała bliźniaka.
Gdy Yuu ruszył do przodu na twarzy Riss pojawił się strach. Wszyscy wstrzymali oddech, gdy nagle czyjeś długie ręce powstrzymały chłopaka. "Ufff... Masao", wysoki chłopak o fioletowych włosach stanął pomiędzy nimi.
- Spokojnie młody. - powiedział Mass
Riss nagle spoważniała i teatralnie przewróciwszy oczami podążyła dalej korytarzem bez słowa. Masao był jedyną osobą, którą darzyła szacunkiem ta żmija. Był o rok starszy, choć chodził z nami do klasy.
- Mogę się przyłączyć? Też idę w tamtą stronę. - Zapytał nas puszczając rękę z barku wściekłego Yuu, który wywiercał dziurę w plecach Riss.
<Yumi? Yuu?>

Od Yuu cd. Leviego.

To było coś naprawdę niesamowitego. Wirtualizacja do gry przez lata była niemożliwa. Naukowcy próbowali coś budować... nawet te maszyny czasu i nic, a tu proszę! Zwykła, opuszczona fabryka, a takie cuda skrywa. Może jednak przyjazd do Londynu nie był do końca złym pomysłem? Rozważałem tę opcję do czasu, aż rozległ się po fabryce dźwięk dzwonka mojego telefonu. Razem z Yumi spojrzeliśmy sobie w oczy. To na pewno byli rodzice. Pewnie dzwonili ze sto razy jak byliśmy w grze i jak znam życie byli teraz wściekli jak stado os. Wyciągnąłem telefon z kiszeni. Okazało się, że dzwonił tata, którego było trudno przegadać:
-Halo? - odebrałem telefon trzymając go nieco dalej od ucha. Chciałem się jeszcze poszczycić niezawodnym słuchem, a z ryjem mojego ojca to nie byłoby możliwe.
-Gdzie wy do kurwy nędzy jesteście? - wrzasnął. Moja brew zadrgała. Nie mogłem teraz dostać szlabanu... nie ma opcji.
-A jak myślisz? Wyszliśmy na spacer. - odpowiedziałem starając się zachować pewny głos.
-Na spacer? - zaśmiał się – Na spacer, tak? Czy tu ze mną w kulki lecisz? Matka chciała na policję dzwonić, a ty mi mówisz, że poszliście na spacer o czwartej w nocy? Macie w trybie natychmiastowym wyjść z kryjówki, a jak już przyjdziecie to sobie poważniej pogadamy. - zagroził. Skrzywiłem się. Nie wierzył mi, tak? To ja mu zaraz pokażę!
-Skoro mi nie wierzysz, to twój problem. - mruknąłem.
-Twoim problemem będzie szlaban, który dostaniecie jak w ciągu pięciu minut nie znajdziecie się w domu. - rzucił groźbą. Rozwścieczył mnie tym jeszcze bardziej.
-Aha... super! Nie dość, że robicie co chcecie i nawet nie mówicie, że macie w planach jakiś wyjazd na drugi koniec świata to jeszcze teraz dacie nam szlaban? Super! Zajebiście, kurwa... - zaśmiałem się kpiąco.
-Jak ty się wyrażasz?
-Tak jak się wyrażam. Nie słyszysz? Może ci powtórzyć? A... zapomniałem. Przecież ty czytasz w myślach. No nic... to ja kończę. Ciau! - i się rozłączyłem słysząc tylko jakieś krzyki po drugiej stronie. Oczywiście cała rozmowa przebiegła w języku japońskim i tylko Yumi znała treść, choć Levi za pewne domyślił się jaki charakter miała ta rozmowa. Westchnąłem ciężko spoglądając na nią i... zauważyłem jakiś brak. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie dojrzałem Oberona:
-Yumi... gdzie zgubiłaś Oberona? - spytałem niepewnie.
-O, boże! Zapomniałam o nim. Jak mogłam? Levi... musimy się wrócić do sali, w której jest komputer. - zwróciła swój błagalny głos na postać chłopaka, który ewidentnie już się pogubił w tym wszystkim:
-Jakiego kota? - zapytał chyba nie wierząc w to co słyszy.
-Mojego kota Oberona. To on nas tu zaprowadził... to niezwykły kot mający szósty zmysł. Musimy po niego wrócić. - chłopak najwyraźniej nie miał nic przeciwko. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do windy razem z Yumi. Ja zostałem na parterze. Ta rozmowa odebrała mi całą radość z tego co tu widziałem i przeżyłem. Chciałem rzucić się na łóżko i nie wstawać przez najbliższe godziny. Żałowałem tego co powiedziałem ojcu. Yumi również dostanie szlaban mimo to, że nic nie powiedziała. Ja i moja niewyparzona gęba... gdyby były olimpiady na najgorszego brata to bez wątpienia zdobyłbym na niej wysokie wyróżnienie. Byłem starszy i raczej powinienem zachowywać się lepiej. Byłem na siebie wściekły. Fakt, że jesteśmy w zupełnie nowym miejscu dobijał nas już wystarczająco, choć po spotkaniu Levi'ego i zobaczeniu cudów tutejszego " krajobrazu " na pewno była to mniejsza siła przygnębienia, lecz to rozgoryczenie nie ustępowało. Przecież nigdy nie chodziło o to, że się przeprowadzamy tylko o to, że dowiedzieliśmy się o tym dzień przed wyjazdem. No kto mądry tak robi, ja się pytam. Chodziłem wkurzony w te i z powrotem bijąc się z własnymi myślami. Nagle rozległ się dźwięk windy.
-Wracają. - powiedziałem do siebie. Zasuwa się otworzyła. Na szczęście zguba się znalazła. Nie wiem czy powinienem się cieszyć czy kwiczeć w niebo głosy z wściekłości.

( Levi? Ja wiem, że masz wakacje i przepraszam za to, że cię tak poganiałam ;_; )

Od Jeana cd. Leviego.

Co to było za pojebane miejsce?! W sumie to sam nie wiem dlaczego zależało mi na tym, aby chłopak za mną biegł? Być może moja podświadomość pragnęła zaprowadzić go w jakieś ustronne miejsce i wypytanie o to, co spowodowało jego nagłą ucieczkę? Sam czasem nie rozumiałem swojego umysłu. W każdym bądź razie siedziałem wtedy na wygodniutkim fotelu przed komputerem bez myszki i co ważniejsze... mogłem się na coś przydać. Posłusznie wpisywałem wszystkie kody podane przez Levi'ego, gdy po chwili z mapki zniknął niski chłopak, którego imię to chyba Yuu... tak, Yuu. Coś go zestrzeliło, ale było to coś co było poza polem widzenia na mapce. To wszystko stawało się jeszcze dziwniejsze, ale miałem zamiar wszystkiego się dowiedzieć zaraz tylko jak będzie po wszystkim. Po chwili z windy wyszedł owy przyjaciel Levi'ego. Był chłopcem drobnej postury, ale jego charakter był raczej porywczy. Podszedł do fotela wskazując mi ręką, że powinienem odstąpić mu to miejsce. Niezwłocznie to zrobiłem, bo było drobne prawdopodobieństwo, że coś bym zepsuł ... oczywiście niechcący. Oparłem się o ścianę zastanawiając nad tym, co stało się wcześniej. Czemu Levi chciał się mnie pozbyć? Nie mógł zwyczajnie powiedzieć, że wyjaśni mi później? Mógł nawet skłamać, bo zapewne jakby to powiedział to dałbym mu spokój, ale po co skoro można było mi z pół obrotu zajebać? Co z tego, że byłem od niego wyższy, postawniejszy i przede wszystkim bardziej doświadczony. No błagam... nie pierwsza to i nie ostatnia moja bójka. Ale to i tak było nic w porównaniu z tym co stało się później. Jego łzy... nie chciałem przecież nic złego. Kurde, ucieka mi nagle, nie reaguje na wołania, nic nie mówi... no który kretyn nie pobiegłby za nim? Chyba tylko taki, który miał go totalnie gdzieś, a ja nie miałem go " totalnie gdzieś ". Kurde, ale się wszystko porypało.
-Levi, oszalałeś?! - krzyknął Yuu co od razu wybiło mnie z zamyślenia. Podszedłem do ekranu, na którym pojawiło się jakieś okienko przypominające jakiś pojedynek z boss'em. Najwidoczniej było to coś bardzo niebezpiecznego jak na tamtą chwilę.
-Kurde... co jest?! - zapytałem przestraszony.
-Nie ma szans, aby to przeżył. Kuźwa, musisz iść do skanera, ale migiem! - zwrócił się do mnie z przerażeniem w oczach.
-Że co, słucham? - zapytałem nie pewny znaczenia tego " rozkazu ".
-Nie ma gadania! Idź do windy. Zjedziesz na piętro poniżej i tam wejdziesz do jednej takiej świecącej tuby, jasne?! - zapytał ledwo trzymając na wodzy swoje emocje. Okey... było coraz dziwniej, ale skoro Levi'emu groziło niebezpieczeństwo nie miałem zamiaru stać i się patrzyć. Nie wiedziałem co prawda na co się porywam, ale co tam? Przeżyję jak zawsze. Niezwłocznie znalazłem się w windzie, która zjechała na niższe piętro.
-Wejść do oświetlonej tuby, tak? - powiedziałem do siebie.
-Tak, obojętnie do której. - powiedział już nieco spokojniej jakiś głos z sufitu.
-No błagam... nie ma tu nic innego jak kamery i głośniki? - mruknąłem.
-Nie ma opcji, kolego. Nie wiem co byś zmajstrował bez mojej pomocy, a teraz w końcu przestań gadać i wejdź do tego cholernego skanera, bo jak nie to będziemy mieli totalnie przesrane. - warknął.
-Okey, okey... bez spin. - wszedłem do tego jak to nazwał Yuu " skanera ", który zaraz zamknął się uniemożliwiając mi powrót. Poczułem dziwny powiew wiatru i nagłą lekkość, która zaraz się skończyła upadkiem na ryj przy towarzyszącym temu charakterystycznym dźwiękiem " klap ".
-Piękny początek... - mruknąłem próbując się podnieść, ale zaraz znowu wylądowałem na ziemi... tym razem na dupie.
-Co do cholery?! - zapytałem raczej sam siebie, ale gdzieś nade mną usłyszałem śmiech – No coś taki cwany, co? - zapytałem domyślając się, że jest to chłopak obsługujący kompa – Pierwszy raz jest zawsze najtrudniejszy... myślałem, że wiesz. - odpowiedziałem ponownie spoglądając na nogi. Rolki? Nice! Tym razem udało mi się ustać na nogach:
-No dobra... to gdzie mam jechać? - spytałem.
-Nie widzisz ich? - spytał Yuu. Rozejrzałem się wokół i tak... teraz ich zauważyłem. Jakaś kula przypominająca tą do kręgli strzelała w stronę Levi'ego, który już resztkami sił unikał strzałów.
-Okey... zabawmy się. - uśmiechnąłem się chytrze i ruszyłem w ich stronę. W sumie to nie wiem jak to się stało, że znalazłem się za kulą w mgnieniu oka. Nie posiadałem żadnego pistoletu ani nawet jakiegoś miecza, więc jedyne co mogłem zrobić to spróbować zepchnąć wroga z przepaści, która wcześniej przykuła moją uwagę.
-Hyaaa! - natarłem na kulę jakbym miał zamiar wyważyć drzwi i o dziwo... dało to oczekiwany skutek. Po chwili zdezorientowany potwór spadł z krawędzi tonąc w jakiejś dziwnej wodzie.
-Jeden zero, bitch! - zaśmiałem się radośnie. Jestem w grze zaledwie parę sekund, a już pokonałem boss'a. Nie wiem jak długo się jeszcze wydurniałem, ale po chwili zacząłem dziwnie znikać. Czyżby to było tylko tyle? Chyba tak, bo po chwili znowu znalazłem się w tym samym skanerze, ale jak tylko otworzyłem oczy zakręciło mi się w głowie. Złapałem się krawędzi  i na szczęście ochroniłem się przed upadkiem. Trzepnąłem głową i zamrugałem parę razy oczami do chwili aż wszystko wróciło do normy. Wyszedłem z urządzenia napotykając Yuu:
-No i co? Łyso ci teraz? - zapytałem.
-Nie, ani trochę. Każdy idiota może zepchnąć kulę do cyfrowego morza. - wzruszył ramionami.
-Ta, ta... jasne. Widzę, że my tu mamy samych mocarzy. - poczochrałem go po włosach. Ten wspaniały rytuał przerwało otwieranie się sąsiedniego skanera. Wyczołgał się z niego prawie, że nie przytomny Levi. Podbiegłem do niego łapiąc go w ramiona, bo prawdopodobnie gdybym go nie złapał to spotkałby się z twardą podłogą:
-Levi... wszystko okey? - zapytałem z troską na co chłopak zaczął odzyskiwać świadomość. Po chwili jego twarz oblała się obfitym rumieńcem. Odskoczył ode mnie jak poparzony:
-Nie, nie, nie! Nic mi nie jest! Serio! Wszystko jest w porząsiu. - tłumaczył machając rękami.
-Serio... sami mocarze tutaj. Chyba taki cherlak ja ja tutaj nie pasuje. - stwierdziłem żartobliwie drapiąc się po karku. Po chwili, po zakłopotaniu na twarzy Levi'ego nie było śladu.
-Jak on... - wskazał na mnie ręką -... znalazł się w grze? - spytał się Yuu na co ten tylko wytrzeszczył oczy.
-Ty się jeszcze pytasz? Gdybyś zginął to kto by aktywował wieżę? - spytał z pretensjami na co Levi tylko westchnął odpowiadając:
-Racja. Dobrze zrobiłeś.
-Mam nadzieję, że i ja zostanę pochwalony. - wtrąciłem z uśmiechem.
-Chyba śnisz! Oddawaj kartkę! - no i sobie przypomniał. Zacząłem przeszukiwać kieszenie. W jednej z nich była kartka, ale nie miałem zamiaru jej teraz oddawać. Pomyślałem, że gdybym ją oddał prawdopodobnie nigdy bym się nie dowiedział co tu się wyprawia, a tak to mogła być moją monetą przetargową. Spojrzałem na zegarek. Cholera... byłem nieźle spóźniony, a przecież miałem kartkówkę. Czyżby to przepiękny zbieg okoliczności?
-Och... wybaczcie przyjaciele, ale jestem już spóźniony na klasówkę. Muszę wracać. Pogadamy później. - i szybko pobiegłem do windy. Oczywście próbowali mnie zatrzymać, ale z tego co wiedziałem to tylko komputer był w stanie ją zatrzymać, więc cmoknąłem tylko do moich kolegów i już zniknąłem za drzwiami windy. Szybko znalazłem się na parterze i ruszyłem w stronę, z której przybiegłem tylko... był jeden problem. Zjechałem na linie, a ta niestety była w górę. Skrzywiłem się szukając jakiś schodów, ale nic takiego nie wypatrzyłem, ale za to był wyjazd dla pojazdów. Wybiegłem nim z budynku i zniknąłem w labiryncie leśnych ścieżek. Na szczęście już miałem pomysł jak się wytłumaczyć nauczycielce. Po drodze trochę się pobrudziłem, by był lepszy efekt. Koniec końców dotarłem do szkoły. Mijałem puste korytarze, aż w końcu wpadłem do swojej sali. Wszyscy spojrzeli w moją stronę z niejakim zdziwieniem. Matematyczka przejęta moim wyglądem spytała:
-Rety... co się stało, Jean? Wszystko w porządku? - podeszła spoglądając na mnie uważniej.
-Byłem u wujka na budowie coś odebrać... i jeden z jego pracowników... nie chcący przymknął mnie w ich kantorze. Trochę... im zeszło zanim mnie wypuścili. - powiedziałem zrezygnowany – A tak się przygotowywałem do tej kartkówki. - westchnąłem.
-Spokojnie... to nie twoja wina. Przyjdź do mnie po lekcjach. Dam ci klasówkę i ją sobie spokojnie napiszesz. - powiedziała z uśmiechem – Teraz sobie usiądź i odpocznij. - skinąłem na to głową ciągle udając wykończonego. U mnie była cała klasa takich cwaniaków jak ja, dlatego byliśmy jedną z najlepiej uczących się klas. Usiadłem pod oknem, by po chwili znów pogrążyć się w myślach. Dzisiaj mogło być naprawdę ciekawie.


~~~

Podczas przerwy obiadowej szukałem mojej małej zguby – Levi'ego. Plastyka i grafika, tak? Klasę kojarzyłem, ale nie wiedziałem gdzie mógłby być chłopak. Hmm... może stołówka? Tak, to było to. Skierowałem się do osobnego budynku z wielkimi oknami. Ukradkiem wypatrywałem dwójki, która zapewne jadła razem obiad. W końcu mi się udało i akurat byli tuż przy oknie. Cichutko w nie zapukałem. Chłopcy rozejrzeli się, aż w końcu zauważył mnie Yuu. Coś powiedział Levi'emu, który zaraz potem spojrzał na mnie z chęcią mordu. Pomachałem mu kartką przez okienko i zacząłem odchodzić z nią wesoło podskakując. Widać było, że jego kolega chciał pobiec z nim, ale nasz Levi to typ samotnego zabójcy i kategorycznie mu zabronił. No i... pogoń się zaczęła:
-Wracaj tu, ty sukinsynu! - wrzasnął.
-Spróbuj mnie złapać. - pomachałem mu. Co chciałem zrobić? Skierować go w jakieś odludnione miejsce. Wiem, że było to ryzykowne, ale... zginąć z takich pięknych rączek to nie grzech. Starałem się omijać nauczycielskie " patrole " co szło mi jak z płatka. W końcu skręciłem w alejkę tuż za budynkiem szkoły. Za ogrodzeniem był las, więc wątpliwe było, że ktoś nas zauważy lub usłyszy. Zaczaiłem się na chłopaka tuż przy krawędzi i kiedy biegł, złapałem go w pasie i przyłożyłem do ściany blokując nadgarstki.
-Puszczaj mnie, bo cię zabiję! - mruknął wściekle.
-Nie chcę ci zrobić krzywdy... zrozum to w końcu. Chce się dowiedzieć co nieco o tym co dzisiaj widziałem w fabryce i oczywiście oddać ci kartkę. - powiedziałem spokojnie – Także... wyluzuj. - puściłem go.


( Levi? Pisanie yaoi to taka fajna rzecz :3 )

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Leviego cd. Jeana.

Działa mi na nerwy... ale w jakiś dziwny, pociągający sposób.
-Levi Silvershoot... plastyka i grafika... - powiedziałem cicho, patrząc na notatki.
-O, a co to? - spytał i nie dając mi ani chwili na reakcję wyrwał mi plik kartek z rąk. W tym samym momencie w moim plecaku coś zaczęło brzęczeć. Wyjąłem z mojej już poobijanej, starej kostki laptopa na którym były wypisane logi o aktywowanej wieży. "Kurwa... proszę, nie teraz!", pomyślałem robiąc wielkie oczy.
-Wszystko gra? Ej! Czekaj! - krzyknął za mną gdy nagle zerwałem się z miejsca i pobiegłem do fabryki. -Poczekaj!
-Uczepił się mnie... dobrze, że Yumi mnie uczyła... - mruknąłem i nagle wyprowadziłem kopniaka z półobrotu. Chłopak bez problemu złapał mnie za kostkę i uderzył mną o drzewo, a wszystkie notatki wyleciały w powietrze. Nie dam się zrobić w chuja. Odbiłem się od drzewa i zacząłem łapać kartki. "Raz... dwa... trzy... cztery... pięć... sześć?!", liczyłem w myślach i przerażony zauważyłem jak chłopak biegnie z ostatnią kartką w stronę fabryki.
-Oddawaj to sukinsynu! - krzyknąłem. Wbiegł do fabryki. "Mam go...", uśmiechnąłem się złowrogo. Ześlizgnąłem się po linie, a potem wsiadłem do windy.
-Levi, co się dzieje? Czemu nie ma cię na teście? - szeptał Yuu przez telefon.
-S.O.S... mamy przesrane. Wirus atakuje, a jakiś zjeb spierdolił mi z ostatnią częścią notatek... - powiedziałem patrząc jak drzwi od windy otwierają się. Wyszedłem z niej, a zza ściany rzucił się na mnie ten sam koleś. Stukot upadającego Samsunga poniósł się po fabryce.
-Levi? Levi! - słyszałem cichy głos Yuu w słuchawce. W tym momencie sytuacja była serio napięta. Przełknąłem głośno ślinę czując łzy zbierające się w kącikach oczu. Zabije mnie... zabije. Jego twarz była tak blisko... aż cud, że nie stykaliśmy się nosami. Nie miał groźnego spojrzenia, wręcz przeciwnie, ale to nie powstrzymywało mnie do szlochania i ronienia coraz większej ilości łez.
-Zostaw mnie... - mruknąłem cicho próbując bezwładnie ruszać rękoma blokowanymi przez chłopaka. Bez skutku. Superkomputer wyświetlił błąd. Momentalnie się zerwałem zrzucając z siebie chłopaka, szybko siadłem na fotel i włączyłem wiersz poleceń. Zamknąłem niepotrzebne okna i szybko zadzwoniłem do Yuu.
-Yuu, co u ciebie? - spytałem.
-Tak jestem już w windzie, a ty zgubiłeś tego zjeba co cię gonił? - policzki mi poczerwieniały.
-Zaraz, co... - zaczął chłopak.
-Można tak powiedzieć! - wykrzyknąłem szybko. Drzwi się rozsunęły.
-A Yumi? - spytałem.
-Chora...
-Okej, skaczemy we dwóch - mruknąłem odpalając program. Weszliśmy we dwójkę do windy zostawiając chłopaka w niezręcznym szoku. Weszliśmy do skanerów.
-Yuu... czy ja jestem introwertykiem? - spytałem cicho.
-Hmm... Nie wydaje mi się, przynajmniej w mniejszej grupie. A co się stało, że pytasz? - zaniepokoił się.
-Nie... nic, nic... - drzwi od skanera zamknęły się. Transfer... Skan... Wirtualizacja. Spokojnie spadłem na kolanko, tym razem Yuu poszło lepiej, bo pięknie spadł na dupę.
-No, to teraz jestem super naukowcem z superkomputerem i superludźmi w komputerze. Bla, bla, bla... - gadał bez sensu Jean - No, to teraz sobie usiądę i będę patrzył jak superludzie robią super rozpierdol w superkomputerze!
-Jean, a ty wiesz, że my to słyszymy? - powiedziałem.
-Ow...
-Dawaj, biegniem panie Rion.
-Te, Asshu, nie podskakuj mi tu - uśmiechnąłem się. - Jean, jeżeli nie spaliłeś się ze wstydu, to powiem ci jak możesz nam pomóc.
-Jak?
-Wciśnij F6 na klawiaturze, powinna ci się wyświetlić mapa. Potem F2 i wpisz tam w okienko "char:roles" potem "char:stats_multi" i "char:check" i powinny ci się otworzyć takie dziwne okienka. Potem wpisz w te okienko "enemy:check" i tyle.
-No, wszystko jest - powiedział Jean. - A tak btw, coś czerwone na tej mapie do was idzie.
-To "coś czerwone" jest serio czerwone! - krzyknął Yuu wskazując na kraba.
-Znowu one... leć, będę cię osłaniał - Yuu kiwnął głową i zaszarżował. Stałem z dala od pola walki używając bariery i leczenia. W ten sposób udało nam się wybić wszystkich... a przynajmniej tak się wydawało do czasu aż zobaczyłem jak ciało Asshu'a znika w pikselach...
-Wybacz, Levi... - powiedział Yuu, będąc już przed komputerem. Zapewne przejął stery - Uważaj, masz tylko 25 na 100 punktów życia, ale nie lecz się, bo nie będziesz mógł już używać zaklęć. Lepiej się ukryj...
-Spokojnie, poszukam wieży - powiedziałem zapominając o tym, że coś przed chwilą go zabiło. Wielka, metalowa kula zaczęła się do mnie toczyć. Na małym panelu przy mojej ręce pokazało się "Rion V.S. enemy:megatank"
-Levi, oszalałeś?!?! - ryknął na cały głos Yuu.

<Yuu, Żan?>

Od Jeana.

Zaczął się kolejny zwykły dzień. Z samego rana obudziły mnie hałasy dochodzące z sąsiedniego pokoju. Mozolnie otworzyłem oczy i spojrzałem na zegarek. Była godzina piąta rano. Mruknąłem wściekle i zerwałem się z łóżka zmierzając na korytarz. Otworzyłem cicho drzwi i stanąłem przed sąsiednimi. Walnąłem w nie, mówiąc:
-Kevin! Ciszej trochę! - szybko muzyka ucichła i na zewnątrz wyszedł mój bardzo dobry przyjaciel, który od jakiegoś czasu mieszkał razem ze mną i właśnie dziś wyprowadzał się na własną chatę.
-Sorry, stary. Chciałem sprawdzić sprzęt przed dzisiejszą domówką. Rano przyjeżdżają goście od przeprowadzek i chciałem wszystko przygotować. - wytłumaczył się.
-Aaa... spoko. Kompletnie o tym zapomniałem. - podrapałem się po karku – Cicho będzie tutaj bez ciebie. - westchnąłem.
-Przecież przeprowadzam się niedaleko. Zawsze jak będziesz się nudził to możesz do mnie wpaść, a nawet przyjść jak mnie nie będzie. - zapewnił – Zapasowe klucze od mojego mieszkania zostawię ci w kuchni. Jak coś nie zawahaj się przyjść. - klepnął mnie po ramieniu.
-Ty też zachowaj moje klucze. Jak coś to wpadaj. - uśmiechnąłem się.
-Dzięki. Słuchaj... dziś nie będzie mnie w szkole. Cały dzień przeznaczę na wypakowywanie i przygotowanie imprezy. Przyjdziesz, prawda? - zapytał, chcąc się upewnić.
-No jasne! Jak mógłbym nie przyjść? - zapytałem, rozkładając ręce.
-Wiem, wiem. Chciałem się tylko upewnić. - poklepał mnie po ramieniu – Zagrasz na mojej imprezie? - zapytał podekscytowany.
-Okey. - wzruszyłem ramionami. Już dawno planowałem dać mały koncert na imprezie Kevina, ale jakoś nie było okazji:
-Dzięki, stary. I jeszcze razy sorki za to, że cię obudziłem.
-Spoko. Lepiej jest być wcześniej na nogach niż zaspać. - przyznałem. Skoro już się obudziłem postanowiłem jakoś wykorzystać ten czas. Odświeżyłem się, ubrałem, zjadłem śniadanie i zdążyłem się jeszcze douczyć do kartkówki z matematyki, która mnie dziś czekała. Pożegnałem się z Kevinem, z którym mogłem zobaczyć się dopiero wieczorem na imprezie i wyszedłem z mieszkania kierując się do garażu. Zapaliłem światło w pomieszczeniu i podszedłem do czarnego Harley'a wrzucając torbę do bagażnika. Założyłem kask, wsiadłem na motor i odpaliłem go. Kliknąłem przycisk w pilocie wmontowanym do kierownicy, który uaktywnił otwieranie garażu. Zasuwa otworzyła się. Szybko opuściłem pomieszczenie z towarzyszącym mi charakterystycznym charkotem. Zasuwa garażu zamykała się automatycznie, więc nie musiałem się o to martwić. Przemknąłem przez miasto w dość szybkim tempie i dotarłem na szkolny parking. Odpowiednio zabezpieczyłem motor i ruszyłem w stronę placówki. Już z parkingu widziałem pełne podwórko ludzi. Jedni siedzieli na trawniku próbując się jeszcze przygotowywać do kartkówek, a inni chodzili tu i tam załatwiając różne sprawy. Ściągnąłem kask z głowy roztrzepując uklepane włosy. Po drodze udało mi się odnieść go do szatni. Miałem jeszcze sporo czasu do lekcji, więc postanowiłem się jeszcze przygotować do klasówki, ale nie miałem ochoty siedzieć w środku. Znalazłem sobie pustą ławeczkę na uboczu, z której miałem doskonały widok na wszystkich i wszystko. Wyjąłem z torby podręcznik i zacząłem go jeszcze raz przeglądać. Mimo to wciąż byłem czujny na to co się wkoło mnie działo. Kątem oka zauważyłem kogoś kto najwyraźniej o tej czujności zapomniał. Wpatrywał się w jakiś notes, a na dodatek miał na głowie kaptur. Obserwowałem go przez jakiś czas... jego spokojny krok, smukłą sylwetkę i schowaną pod szarym kapturem twarz. Z moich myśli wybiło mnie zderzenie obserwowanego obiektu z... kimś. Na pewno nie był to ktoś fajny ani tym bardziej kulturalny:
-Jak chodzisz, cieniasie?! - warknął – Może byś tak ściągnął ten cholerny kaptur i patrzył co się wkoło ciebie dzieje, co? - mruknął ściągając zasłonę z głowy chłopaka. Moim oczom wtedy ukazała się rozczochrana, brązowa czupryna i jasna, mleczna cera młodego chłopaka. Skrzywiłem się patrząc na zachowanie dresa:
-Może trochę grzeczniej, co? - wstałem podchodząc do dwójki.
-A ty co się wtrącasz, Scar? - zapytał wściekle chłopak, który okazał się być członkiem grupy " prawdziwych mężczyzn ", którzy wiecznie szukali zaczepki.
-Tylko nie Scar, bo jak cię spotkam pewnej nocy w ciemnej uliczce to ci nogi z dupy powyrywam. - zagroziłem.
-Taa... jasne. Możemy się kiedyś umówić na jakąś bitkę, jeśli się nie boisz. - zakpił, uśmiechając się szyderczo. Ja przywykłem do takich zaczepek i normalnie bym to zignorował, ale przy tym chłopaku nie chciałem wyjść na tchórza. W błyskawicznym tempie znalazłem się tuż przy oprawcy. Przyłożyłem mu scyzoryk do szyi. Zawsze trzymałem go w kieszeni na nagłe wypadki. Nikt za bardzo nie przyglądał się nam oprócz bruneta mozolnie zbierającego  kartki z ziemi. Spojrzałem na mężczyznę tym swoim strasznym wzrokiem psychopaty. Silny błękit moich oczu mógł naprawdę przerażać:
-Wiesz... na razie to działasz mi ostro na nerwy. Gdyby nie fakt, że tak dużo tu ludzi to już bym cię zabił, więc teraz... - powiedziałem przyciszonym głosem -... spierdalaj i to w podskokach. - szepnąłem mu do ucha. Zadrżał i nabrał powietrza do płuc... nie oddychał. Przejechałem tępą stroną noża po jego szyi i schowałem go znów do kieszeni. Odsunąłem się od niego, patrząc wymownie i oczekując jego odejścia. Zmierzył mnie przerażonym spojrzeniem i odszedł, by później uciekać w podskokach. Zaśmiałem się triumfalnie i odwróciłem się w stronę chłopaka. Podniósł ostatnią kartkę i wstał ze spuszczoną głową. Całą jego twarz zasłaniały teraz gęste, lśniące włosy. Już miał mnie wyminąć kiedy zagrodziłem mu drogę ręką. Wróciłem go z powrotem przed swoje oblicze:
-A " dziękuję " już mi się nie należy? - zapytałem żartobliwie.
-Poradziłbym sobie. - mruknął.
-No jasne ty mocarzu. - powiedziałem imitując głos " silnego " mężczyzny - Ja jednak jestem niczym ten Robin Hood i wtryniam się tam gdzie ktoś obrywa za nic. - zażartowałem – No i co masz tak spuszczoną głowę? Przecież to nie była twoja... - uniosłem jego podbródek, widząc przepiękne miedziane oczy. Uciąłem zdanie wpatrując się w ich zawziętość. Jeszcze chwilę i by mnie pochłonęły jak czarna dziura, ale w porę się opamiętałem - ... winy. - puściłem jego podbródek, wsadzając rękę do kieszeni. Odchrząknąłem i wróciłem do siebie:
-Wybacz mi moje maniery... jestem Jean Langrish. Chodzę do klasy artystyczno-polonistycznej, więc mogłeś o mnie słyszeć. Często piszę scenariusze do sztuk teatralnych i się o mnie wspomina przy ich realizacji. A ty jak się nazywasz? W ogóle przepraszam za tą całą szopkę, ale strasznie nie lubię takich ludzi jak właśnie tamten typ. - wskazałem głową w stronę, w którą uciekł.

( Levi? Jeśli zechcesz mnie zabić... proszę bardzo. Pisałam co mi przyszło do głowy ;_; )

Od Leviego cd. Yuu

Biegłem ile sił w nogach w kierunku dziwnej budowli zwanej przeze mnie wieżą. To wyglądało jak tuba wrośnięta jakimiś ciemnymi korzeniami. Drogę zastąpiły mi cztery stwory - dwa kraby i dwie kostki.
-No nie... zostawcie mnie - powiedziałem. Przerzuciłem stronę w książce, rzuciłem ją na ziemię i wycelowałem w nią palcem. Gdy zamknąłem oczy rozległ się błysk, a po chwili stwory obijały się o wielkie kawałki lodu rozrzucone po biomie. Wszedłem do wieży, a gdy stanąłem na środku platformy jakaś dziwna siła uniosła moje wirtualne ciało na następną platformę, gdzie znajdował się ekran. Dotknąłem go, a na nim pojawił się duży napis "DEAKTYWACJA". Momentalnie moje ciało się rozbiło, a cały świat dookoła mnie zniknął. Poczułem jak upadam na drzwi skanera, a potem na ziemię gdy się otworzyły.
-Levi! Żyjesz? - podbiegł do mnie Yuu.
-Nie sądzę - powiedziałem ironicznie.
-Też tak miałem, a w grze nie czułem żadnych skutków.
-Kumulują się, a po dewirtualizacji czujesz je jakbyś robił nie wiadomo co...
Yuu pomógł mi wstać i po chwili byliśmy na parterze fabryki.

<Ściana tekstu, wybacz Edku... Mam taki zapierdol + JESTEM NA WAKACJACH -.->

Nowy gracz!




Imię: Jean
Nazwisko: Langrish
Wiek: Okrągła 18 stuknęła mu niedawno.
Orientacja seksualna: Homoseksualny... nie inaczej :3
Pseudonim(y): Najczęściej słyszy się Aomine lub Scar, ale on sam woli tą pierwszą ksywkę.
Osobowość: Jean to wielki szczęściarz i farciarz... normalnie w czepku urodzony. Co by nie zrobił, to wyjdzie to na jego korzyść. Oczywiście gdyby wpadł na " świetny " pomysł sprawdzenia swojego sprzyjającego losu poprzez skok z mostu prawdopodobnie by to nie wypaliło. Jean nie ma w zwyczaju szukania nieszczęść. Wie, że dzisiejszy świat pełen jest niebezpieczeństw i ludzi, którym nie należy ufać, ale mimo tej świadomości bardzo pozytywnie podchodzi do życia. Stara się nie szukać kłopotów ani wrogów. Wie, że nie wyjdzie na tym dobrze, ale bardzo często się zdarza, że zapomina o swoim postanowieniu. Nie jest w stanie pozwolić na czyjąś krzywdę. Mimo, że często kończy się to bójkami to i tak nawet w tym przypadku może pokazać jakie to z niego dziecko szczęścia. Oprawcom działa to zwykle na nerwy, więc na jednej bójce się nie kończy, ale Jean'owi to nie przeszkadza. Dla niego stłuc parę niewyparzonych ryjów to nic... co z tego, że ma słabą krzepliwość krwi i praktycznie po każdym nawet najdrobniejszym draśnięciu rana długo się goi... on ma to gdzieś. Samo poczucie dobrego uczynku w pełni mu wystarcza. Może nie wygląda na Robin Hood'a, ale nie lubi patrzeć jak ktoś obrywa za nic. Może wydawać się wtedy nieco przerażający, ale to tylko jeden z jego chwytów. Wobec pozostałych osób, do których nie chowa urazy zachowuje się uprzejmie i sympatycznie. Jest niezwykle odważny i nie ma w zwyczaju ukrywania swojego zdania na pewne tematy, ale kiedy uważa, że należy siedzieć cicho to po prostu udaje, że o niczym nie słyszał. O, tak! Jeśli chodzi o udawanie lub wykręcanie numerów jest istnym artystą. To nieco cwaniackie zachowanie, ale w teraźniejszym świecie trzeba sobie jakoś dawać radę. Niestety, uczuć ukrywać nie może... nie zależy to od niego, ale i tak nie ma zamiaru długo udawać. Jak się zakocha to już na zabój. Nie ma mowy, by sobie odpuścił. Wtedy staje się czuły, troskliwy i może... trochę nadopiekuńczy. W każdym razie daje jasno do zrozumienia, że kocha jednak robi to tak, by nie zranić swojego obiektu westchnień.
Aparycja: Jean ma wyjątkowo postawną sylwetkę jak na osiemnastolatka. Z łatwością mógłby powalić na glebę dorosłego mężczyznę, ale rzadko kiedy wyżywa się na dorosłych... dużo bardziej woli swój worek treningnowy. Jedną z jego charakterystycznych cech są zawsze poranione dłonie, szczególnie kostki. Poza tym wyróżnia się nietypową fryzurą i kolorem włosów, o który zawsze ktoś się przyczepi. Ma dwie dosyć widoczne blizny. Jedną z prawej strony wargi, a drogą na lewej brwi. Jego prawe ucho ma drobny ubytek. W nosie i uszach ma kolczyki.
Inne Zdjęcia: [KLIK], [KLIK]


Postać z gry:

Imię: Aomine
Profesja: Zabójca/Wsparcie
Aparycja: Jean w grze jest tak samo postawnym mężczyzną jak w realu. Ma czarne, gęste włosy i całe czarne oczy, łącznie z białkami. Jego strój składa się z czarnego płaszcza obszytego przy kapturze futrem, czerwonego podkoszulka z czaszką, dżinsów i skórzanych rękawiczek. Na nogach ma specjalne rolki odrzutowe wyposażone w ostrza. W grze posługuje się dwoma hakami.
Statystyki:
 -Wytrzymałość: 10 pkt
 -Atak fiz: 5 pkt
 -Atak psy: 5 pkt
 -Obrona: 5 pkt
 -Odporność na magię: 5 pkt
 -Prędkość: 15 pkt
Umiejętność pasywna:
-Budbringer av gudene ( nor. Posłaniec bóstw ) - Aomine może poruszać się z wręcz niesamowitą szybkością. Jest to umiejętność pozwalająca na zmylenie wroga, ale sprawdza się również przy misjach na czas.
-Blad alkymist ( nor. Ostrze Alchemika ) - ta moc pozwala mu na pozbywanie się wrogów za pomocą ostrzy przy rolkach. Małe nożyki stają się sporej wielkości ostrzami tym samym nie stając się cięższymi. Za ich pomocą Aomine może pozbywać się wrogów wykonując podstawowe akrobacje. Przy każdym cięciu pojawia się charakterystyczne błękitne światło.
Umiejętności aktywne:
-Steel stemme ( nor. Stalowy głos ) - Aomine ma bardzo charakterystyczny głos typowego wokalisty zespołu rock'owego, dlatego też może go użyć, by pozbyć się większej ilość wrogów, ale tylko tych wybranych. Niektóre stwory są odporne na tą moc.
-Alkymistiske forbannelse ( nor. Alchemiczne przekleństwo ) - Aomine może za pomocą swojego umysłu namieszać w głowie wroga tak, aby działał na jego korzyść, czyli jednym słowem... może nim zawładnąć. Wtedy w jego oczach pojawiają się charakterystyczne niebieskie kręgi transmutacji.
-Falske allierte ( nor. Fałszywi sojusznicy ) - tworzy iluzjonowane postacie podobne do potworów. Różnią się jedynie kryształowym wyglądem, ale łatwo się buntują i trzeba je wtedy eliminować.
-Fiery blod ( nor. Ognista krew ) - Aomine może przywołać bordowy płyn z powierzchni. Nie dość, że ma on wysoką temperaturę to jeszcze jest żrący. Stapia potwory i wszystko co stanie mu na drodze.
Umiejętność hiperaktywna:
-Transplant sjel ( nor. Przeszczep duszy ) - Aomine za pomocą dotyku może zarażać wrogów wirusem, który nakazuje im samobójstwo. Rzadko tego używa, ponieważ może sam zarazić się wirusem superkomputera.
Dodatkowe zdjęcia: ---

Email i/lub login na howrse: Lunativ ( Howrse ) , kucyk39627@gmail.com