Biegłem ile sił w nogach w kierunku dziwnej budowli zwanej przeze mnie wieżą. To wyglądało jak tuba wrośnięta jakimiś ciemnymi korzeniami. Drogę zastąpiły mi cztery stwory - dwa kraby i dwie kostki.
-No nie... zostawcie mnie - powiedziałem. Przerzuciłem stronę w książce, rzuciłem ją na ziemię i wycelowałem w nią palcem. Gdy zamknąłem oczy rozległ się błysk, a po chwili stwory obijały się o wielkie kawałki lodu rozrzucone po biomie. Wszedłem do wieży, a gdy stanąłem na środku platformy jakaś dziwna siła uniosła moje wirtualne ciało na następną platformę, gdzie znajdował się ekran. Dotknąłem go, a na nim pojawił się duży napis "DEAKTYWACJA". Momentalnie moje ciało się rozbiło, a cały świat dookoła mnie zniknął. Poczułem jak upadam na drzwi skanera, a potem na ziemię gdy się otworzyły.
-Levi! Żyjesz? - podbiegł do mnie Yuu.
-Nie sądzę - powiedziałem ironicznie.
-Też tak miałem, a w grze nie czułem żadnych skutków.
-Kumulują się, a po dewirtualizacji czujesz je jakbyś robił nie wiadomo co...
Yuu pomógł mi wstać i po chwili byliśmy na parterze fabryki.
<Ściana tekstu, wybacz Edku... Mam taki zapierdol + JESTEM NA WAKACJACH -.->
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz