środa, 12 sierpnia 2015

Ogłoszenie!

UWAGA!

Z przyczyn następujących:
-brak stabilnego łącza internetowego
-brak odpowiedniego oprogramowania i sprzętu
-brak warunków do korzystania z internetu
ZAWIESZAM działalność bloga od dnia 12.08.2015 do 25.08.2015
W tym czasie można wysyłać opowiadania, formularze itp. na maila oraz na howrse, nie będą jednak one akceptowane i potwierdzane przez datą końcową zawieszenia.

Administrator i właściciel bloga, Reiko Horigome

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Jean'a cd Levi'ego

Pocałunek chłopaka totalnie wybił mnie z równowagi. Momentalnie zdrętwiałem, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Nie mogłem uwierzyć, że dał się tak podle sprowokować. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Czemu tej dziewczynie tak bardzo zależało na tym, abyśmy się całowali? Bardzo mnie to martwiło:
-Co tu się dzieje, suko? - zwróciła się do Riss niska dziewczyna. Wtedy dopiero spojrzałem w stronę grupki dziewczyn i zauważyłem, że jedna z nich robi nam zdjęcia telefonem. Wściekłem się. One to wszystko zaplanowały tylko po to, aby skrzywdzić Levi'ego... i mnie przy okazji.
-Nie widzisz, Yumi? Kompromitujemy twoich koleszków. Tu by się jeszcze twój braciszek przydał. Byłby niezły trójkącik. - zaśmiała się podle Riss. Dziewczyna nie wytrzymała i rzuciła się z pazurami na tą plastikową panienkę. W końcu niechętnie odkleiłem się od słodkich ust Levi'ego, by zabrać zdziwionej koleżance Riss telefon. Korzystając z jej rozkojarzenia wyrwałem komórkę z jej dłoni i oddaliłem się od grupki. Levi i dwie koleżanki Riss próbowali rozdzielić bijące się dziewczyny. Ja w tym czasie wyczyściłem pamięć telefonu. Chciałem być pewien, że nikt nie zobaczy tych zdjęć, ani się o nich nie dowie. Nie zniósłbym tego, gdyby zostało to pokazane na większym forum. Levi by mnie za to znienawidził, a tego nie chciałem. Dopiero co udało mi się z nim zaprzyjaźnić i co? Przez jakąś dziunię miałem go stracić? Po moim trupie chyba. Nie miałem zamiaru jej tego odpuścić... przegięła i to ostro. Jak w ogóle śmiała do mnie zarywać w jego obecności? No tak... przecież prokowowała go specjalnie. Z wyrzutem oddałem paniusi telefon i o mało nie oberwałem od niej w twarz, ale cała ta sytuacja coraz bardziej działała mi na nerwy. Jak można było tak kogoś prześladować? Chore.
-Ty jesteś jakaś nienormalna! - wrzasnęła Riss w stronę dziewczyny trzymanej przez Levi'ego. Ona na to coraz mocniej się wyrywała i rzucała obelgami w jej stronę. Po czacie stwierdziłem, że mi kogoś przypomina. W każdym bądź razie rozumiałem ją. Też nie pozwoliłbym, aby ktoś tak obrażał mojego brata, ale mogliśmy mieć przesrane u nauczycieli:
-Zamknąć ryje do cholery. - mruknąłem tak, aby cała zgraja mnie słyszała – Jak się zaraz nie przymkniecie to wszyscy wylądujemy u dyra. Teraz wy... - zwróciłem się do grupy wrednych dziewczyn - ... zabieracie dupę w troki i zjeżdżacie stąd. Jeszcze raz mi się narazicie, a nie będę się z wami cackał. Szczególnie z tobą. - spojrzałem zabójczym wzrokiem na Riss. Odwróciłem się w stronę dziewczyny i Levi'ego.
-Chodźmy stąd... nic tu po nas. - zabrałem swoją torbę i czekałem na dwójkę. Dziewczyna nadal z nienawiścią wpatrywała się w miny dziewczyn, do których chyba nie do końca jeszcze dotarło co im powiedziałem.

( Levi? Masz takie badziewie ;_; )

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Masao cd. Yumi i Yuu

Po całej awanturze poszliśmy na stołówkę. Moja przyjaciółka Michi była zadowolona, że uniknęła bójki... w sumie Ona cały czas była radosna i za to ją lubiłem. Co do bliźniaków to byłem pewien, że Yuu i tak się zemści na Riss. Od małego umiałem rozszyfrowywać innych, a w oczach Yuu szalały iskry. Yumi jako dobra siostra pomoże bratu to było jasne, sama też wbijała noże w plecy odchodzącej dziewczynie.Jednak wolałem nie denerwować Michi moimi spostrzeżeniami więc nic nie powiedziałem. W głębi duszy wiedziałem, że Ona chętnie dołączy do zemsty na Riss za wszystkie dotychczasowe upokorzenia.
Zacząłem rozmawiać z nią o szkolnych drobnostkach. Gdy doszliśmy do stołówki usiedliśmy przy wolnym stoliku, byłem ciekawy co knują bliźniaki, całą drogę energicznie rozmawiali po japońsku, znaczy nie chcieli by ktokolwiek wiedział o czym mówili. Kusiło mnie by dołączyć się do ich rozmowy, ale nie był to dobry moment. Postanowiłem pogadać z Yuu, bo On w porównaniu do siostry był łatwiejszy do odgadnięcia i o wiele ciekawszy. Gdy tylko pojawiła się okazja, by zapytać go o czym tak energicznie rozmawiał z siostrą wykorzystałem ją i nie chcąc owijać w bawełnę zapytałem z uśmiechem:
- Co knujecie?
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony...
<Yuu? Wiesz Mass spokojnie dosięgnie okna>

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Leviego cd. Jeana.

Było całkiem późno, słońce chowało się za horyzontem leniwie oblewając jaskrawym światłem nas i cały las. Szliśmy trzymając się za ręce ścieżką wydeptaną kilka lat temu przez dresów pijących nieopodal alkohol.
-Która jest godzina? - spytał Jean. Wyjąłem telefon z kieszeni i włączyłem wyświetlacz.
-Osiemnasta... ominęliśmy obiad - mruknąłem. Usłyszałem burczenie w brzuchu chłopaka, sam też byłem bardzo głodny.
-Pójdziemy może na miasto coś zjeść? - rzucił pomysłem. Czy on czyta mi w myślach? Przycisnąłem się mocniej do jego ramienia. Dopiero teraz zauważyłem, że jestem mu pod pachę.
-Pewnie... - powiedziałem spokojnie. Zeszliśmy na chodnik. Przy kawiarence stały parasole, a tam siedziała Riss z koleżanką. Zrobiłem zdziwioną minę zauważając, że Riss cały czas sączy wodę mineralną, a jej znajoma je ciasto. Podeszliśmy, a dziewczyna złapała mnie za zamek od bluzy i przyciągnęła do siebie. Zacząłem się spinać. Zacisnąłem dłoń tak mocno, że Jean jęknął, a jego nadgarstek posiniał.
-Czego? - spytałem z ignoranckim tonem.
-Nic, tak chciałam się przywitać - powiedziała robiąc przy tym debilnie szczęśliwą minę - Kup mi jeszcze jedną... - mruknęła do dziewczyny siedzącej na przeciwko jej podając jej butelkę.
-Serio? Chlać wodę w kawiarni? Trzeba mieć tupet... - zacząłem.
-Taki kwiatuszek jak ja musi dużo pić, nieprawdaż? - wyszczerzyła zęby - Nie tak jak takie chwasty jak ty i twój kochaś.
-Pij, pij to może w końcu mózg ci wykiełkuję - uśmiechnąłem się jej i pociągnąłem Jeana za sobą.
-Levi, kto to był? - spytał zdziwiony patrząc na kretynkę z której twarzy po kilku sekundach dotarło co powiedziałem.
-Riss, taka kretynka z humana... tam większość takich siedzi, a co? - spytałem. Blondy wyciągnęła telefon i zaczęła szybko klikać.
-Nie wygląda na głupią... - mruknął. Resztę dnia spędziliśmy na jedzeniu croisantów, piciu kawy i gadaniu o pierdołach.

* * * * *
 Wyszedłem z sali - jak zwykle ostatni. Z kapturem na głowie, z włosami opuszczonymi na twarz. Zszedłem schodami w dół omijając wszystkich nieznajomych slalomem w drodze do stołówki. Wziąłem tylko słodką bułkę i wyszedłem na zewnątrz. Pod drzewem siedział Jean. Gdy go zobaczyłem zerwałem się z miejsca i z rzadko spotykanym u mnie zacieszem rzuciłem się na niego.
-Jean! - krzyknąłem gdy przygwoździł mnie do zimnej trawy.
-Nie strasz mnie tak więcej! - powiedział naburmuszony wstając po książkę którą rzucił za siebie.
-No, no... co ja paczę! - powiedział złośliwy głos. To Riss podeszła ze swoimi "gorylkami". -I co, żadnego buziaka na dzieńdobry mu nie dałeś, Levi? Gdzie twoje maniery, wczoraj wyglądaliście na zadowolonych.
-Młoda, spadaj stąd, co? - Jean wstał i stanął za mną. Czułem się przy nim strasznie niski, teraz Riss nie patrzyła w oczy mi, a jemu.
-Taki ładny chłopak, a marnujesz się dla tego smutnego emo... założę się, że ten cnotliwy pedałek boi się ciebie pocałować... A szkoda, bo ja bym cię przygarnęła.
-Coś powiedziała?! - krzyknąłem - Zostaw go w spokoju, albo... albo...
-Albo co? Pobijesz mnie? Boisz się pocałować własnego chłopaka, ja się dziwię, że nie wstydzisz się pokazywać publicznie - zaśmiała się - No na co czekasz, daj mu buzi! Cmok, cmok, cmok!
Zacisnąłem pięści, silnym ruchem dłoni odepchnąłem Riss do tyłu. Złapałem Jeana za kołnierz i soczyście go pocałowałem. Zrobił wielkie oczy, a na jego policzkach zagościły rumieńce.
-Co tu się dzieje, suko? - spytała Yumi podchodząc do mnie i Jeana. Dopiero po paru sekundach zauważyłem, że cały czas jesteśmy sklejeni.

<Jean, Yumi?>

środa, 5 sierpnia 2015

Od Yumi cd. Michi.

Muszę powiedzieć, że byłam trochę zawiedziona faktem, że Yuu nie mógł spuścić łomotu tej szmacie. Z zasady nie bił kobiet, ale zawsze zadanie mógł zrzucić na mnie. Z miłą chęcią wydrapałabym tej suce oczy chociaż nie wiem czy miałabym szanse z toną tynku, którą miała na ryju ta cała Riss. Musiała to sobie nakładać jakąś wielką szpachlą czy coś, bo nie sądzę, aby jej słabe rączki były w stanie unieść coś cięższego od smartfona. W sumie... nie byłam pewna czy aby na pewno Yuu chciał jej zrobić jakąś fizyczną krzywdę, ale on jak coś wymyśli to może być nie za fajnie, a to przecież był nasz pierwszy dzień w nowej szkole. Nie chciałam już pierwszego dnia wylądować na dywaniku u dyrka, jednak później stało mi się to wszystko jedno. Ktoś jednak skutecznie powstrzymał Yuu i nie był to ktoś o słabej sile mięśni. Mimo, że mój brat miał drobne ciało to umiał dać nieźle popalić z piąchy i był dosyć silny. Spojrzałam na ową osobę i o mało nie dostałam zawału. Chłopak, który powstrzymał Yuu był co najmniej dwa razy wyższy ode mnie... od mojego brata zresztą też. Jego pojawienie jednak okazało się niezwykle pomocne. Mniemana Riss odeszła w niedosycie obelg rzucanych w naszą stronę, ale odeszła... na szczęście. Jeszcze jedno jej słowo, a nie wiem jakby się to wszystko potoczyło.
-Mogę się do was przyłączyć? Też idę w tamtą stronę. - zapytał fioletowo-włosy. Oczywiście Yuu w ogóle nie zareagował na pytanie. Wciąż wpatrywał się nienawistnym wzrokiem z postać złośliwej dziewczyny. Byłam pewna, że już szykuje jakąś zemstę. Po chwili zaśmiał się szyderczo grożąc:
-Ja cię jeszcze załatwię... nim skończą się lekcje. - oczywiście groźba została wypowiedziana w języku japońskim tak, aby nikt jej nie zrozumiał oprócz mnie. Nie wiem co prawda co miał w planach mój brat, ale nie miałam się nad czym zastanawiać... zamierzałam mu pomóc. Również uśmiechnęłam się pod nosem. Na razie czekał nas obiad i spotkanie z Michi. Nie chciałam psuć tych planów:
-Jasne! Im nas więcej tym weselej. Michi? Yuu? Zgadzacie się, prawda? - zapytałam dwójkę.
-Oczywiście. Nie mam nic przeciwko. - potwierdziła Michi.
-Taa... spoko. Jak dla mnie bomba. - uśmiechnął się Yuu udając jakby nic się nie stało. Tryb " piekielne bliźniaki " został uaktywniony.
-Super. No to co? Idziemy. - cała nasza czwórka ruszyła w stronę dużego budynku na przeciwko szkoły, gdzie znajdowała się stołówka. My z Yuu trzymaliśmy się na końcu. Michi rozmawiała z chłopakiem o jakimś sprawdzianie. Wykorzystaliśmy ten moment, by obmyślić plan zemsty... oczywiście cała rozmowa przebiegła w naszym ojczystym języku. Nasi nowi znajomi nie wyglądali na takich, którzy by się wygadali z powierzonego im sekretu, ale nasze zemsty przebiegały raczej w tajemnicy... nieliczni wiedzieli, że to nasze sprawki, ale nikt nigdy nam niczego nie udowodnił. Tutaj również woleliśmy pozostać anonimowi, ale oczywiście nic by się złego nie stało gdyby ktoś z naszych dobrych znajomych się o tym dowiedział. Propozycja Yuu była dosyć ekstrawagancka, ale efekt tego przedsięwzięcia mógłby być naprawdę imponujący. Miał zamiar oblać Riss colą. Domyślił, że dziewczyna jest głupia i naiwna, więc łatwo będzie można jej wmówić, że jest rozmazana czy rozczochrana. Ta, chcąc nie chcąc musiałaby iść do łazienki, a z tego co dziś zauważyliśmy to okna w łazienkach były otwarte, ale zakratowane. Kraty tylko pomogłyby sprawie. Dziewczyna nie mogłaby wyjrzeć i zobaczyć kto ją tak artystycznie załatwił. Zresztą... byłam pewna, że nie będzie miała odwagi otworzyć oczu. Postanowiliśmy zrobić to na początku jednej z przerwy. Z lekcji wyjdziemy wcześniej pod pretekstem wyjścia do pielęgniarki i zaczaimy się pod oknem damskiej łazienki. Dziewczyna pewnie na każdej przerwie bywała w łazience, żeby sprawdzić swój wygląd. Jeśli by była z tym swoimi koleżaneczkami to by było jeszcze lepiej. Wszystkie by dostały za swoje tylko był jeden problem... wysokość. Nie było szans, żeby któreś z nas samodzielnie dostało do okna, dlatego stwierdziliśmy, że Yuu weźmie mnie na barki, a ja zajmę się resztą. Jakie z nas szatany... hehehe.


( Michi? Masao? Weźmiecie udział w zbrodni? :3 )

Od Jeana cd. Leviego.

Na początku nie wiedziałem co zrobić kiedy Levi mnie pocałował. Odrzucić? Nie byłem w stanie... po prostu nie mogłem, więc pozostało mi tylko dać się ponieść chwili. Bałem się, że chłopak może to później potraktować jako jakąś krzywdę. Teraz targały nim różne emocje. Nie znałem ich źródła, ale wiedziałem, że mógł działać nie do końca świadomie. Jego zachowania mnie zadziwiały. Być może przechodził ten okres huśtawek nastrojów... albo po prostu taki był. Mi to ani trochę nie przeszkadzało. Nasza znajomość nie zaczęła się mega różowo, ale czyż to nie nadało tylko uroku wszystkim tym sytuacjom? Według mnie było dosyć ciekawie.
Delikatnie objąłem chłopaka w pasie i splotłem nasze dłonie. Nie opierał się, a po chwili wsunął mi język do ust. Odważny był... rozważałem nawet czy to na pewno ten sam Levi, którego dziś poznałem. Cieszyło mnie to, że chłopak pierwszy wyszedł z inicjatywą. Gdybym to ja miał zacząć to nie wiem czy bym się odważył na taki ruch, a ten od razu. Nasze pocałunki były coraz bardziej zachłanne, ale musiałem to w końcu przerwać. Już nam brakowało tlenu w płucach, a na dodatek... gdybym tego nie przerwał mogłoby się to skończyć czymś więcej, a na to chyba było troszkę za wcześnie. Nie chciałem skrzywdzić chłopaka, bo obserwując go wnioskowałem, że jest nieco zagubiony, więc na razie potrzebne mu było jakieś silne oparcie moralne, ale skoro już się powiedziało A to trzeba też powiedzieć B. Niechętnie oderwałem się od delikatnych warg chłopaka. Zauważyłem na jego twarzy ogromne zakłopotanie. Jego policzki były tak uroczo czerwone... nawet jego uszy nabrały żywszego koloru. Było to tak słodkie, że nie mogłem się powstrzymać i mocno przytuliłem go do siebie, mówiąc:
-Wiesz co, Levi? Ja się chyba w tobie zakochałem. Dasz wiarę? - zapytałem łagodnym głosem. Chłopak na te słowa jeszcze bardziej wtulił głowę w mój tors, szepcząc:
-Ja... ja chyba też. - uśmiechnąłem się na te słowa i wtuliłem twarz w puszyste włosy Levi'ego. One tak pięknie pachniały.

( Levi? Wybacz, że na takie piękne opowiadanie odpisuję ci takim o to badziewiem ;_; )

wtorek, 4 sierpnia 2015

Od Leviego cd. Jeana.

Westchnąłem i spojrzałem w jego oczy. Miałem wrażenie jakbym w nich tonął, nie wiem czemu... podoba mi się to. Rzuciłem się na niego i przytuliłem się do niego. Był ode mnie o wiele wyższy, przy głowie miałem jego klatkę piersiową. Czułem jego niespokojnie szybkie bicie serca, słyszałem płytki oddech. Po chwili rozluźnił mięśnie i odwzajemnił uścisk. Czułem się w tym momencie naprawdę bezpiecznie... jak nigdy...
-Przepraszam... i dziękuję... - mruknąłem cicho roniąc jedną łzę wsiąkającą szybko w materiał polarowej bluzy chłopaka.
-Za co? - szepnął cicho głosem niższym niż zwykle. Gdy go usłyszałem zrobiło mi się nagle tak bardzo dobrze... ciepło...
-Uratowałeś mnie przed dresem, pomogłeś w wirtualnym świecie i teraz jakoś tak mi przykro... - uroniłem wielki potok łez z trudem powstrzymując szloch - Potraktowałem cię jak śmiecia, zwyzywałem i uciekałem... Wiesz jak źle się z tym teraz czuję?!
Nic nie odpowiedział. Zaniosłem się okropnym, przeciągniętym szlochem... zapewne cały lasek i okolice mnie słyszały.
-Chodźmy stąd... - mruknął mi nad uchem.
-Nie chcę iść na lekcje - powiedziałem. Pociągnąłem go za rękę w stronę fabryki.

 * * * * *
Stanęliśmy w windzie. Wpisałem kod i zjechaliśmy w dół. Spojrzałem na niego... nadal ściskałem jego dłoń.
-Znamy się jeden dzień... wiem, że to niewłaściwe ale... - dokończyłem zdanie pocałunkiem. Spojrzał na mnie zszokowany, a po chwili odwzajemnił pocałunek.

<Jean? Wybacz, że tak krótko ;-;>