piątek, 24 lipca 2015

Od Yuu

Od Yuu

Już od trzech godzin byliśmy w Londynie. Rodzice smacznie spali w naszym nowym domu... byli wykończeni podróżą, a poza tym trzeba podkreślić... była czwarta w nocy. My byliśmy zbyt wściekli, żeby móc zasnąć, więc wymknęliśmy się z domu, by odreagować. Nie mogłem pogodzić się z tym, że z powodu kaprysu rodziców musieliśmy opuścić Japonię i zostawić naszych przyjaciół. Tutaj nie znałem nikogo... Yumi tak samo. Tylko nasi rodzice mieli jakiś znajomych z wyższych sfer, ale to chyba dla nas za wysokie progi. Mieliśmy dobre stopnie i własne grupy... ja drużynę, a Yumi swój zespół... teraz to wszystko szlag trafił. Niestety, już nie mogliśmy na to nic poradzić. Może tutaj też nam się jakoś ułoży, ale... to niekoniecznie musi się udać. Im więcej o tym myślałem, tym bardziej byłem wściekły:
-Kuźwa! - mruknąłem, kopiąc najbliższy kamień. Yumi spojrzała na mnie zatroskana... ona była nie mniej zła niż ja, ale zawsze próbowała jakoś zachować spokój.
-Nie wściekaj się tak. Jesteśmy tu od niedawna... nawet jeszcze szkoły nie widzieliśmy. Myślę, że nie będzie tak źle. - powiedziała, głaszcząc siedzącego w jej ramionach kota. Fuknąłem na samą myśl o nowej szkole:
-Chodźmy nad rzekę.
-Jest późno... nie wiem czy to dobry pomysł, abyśmy szli gdzieś nad wodę. - odpowiedziała niepewnie.
-Eee tam... nic nam nie będzie. Może znajdziemy coś ciekawego. Chodź! Fajnie będzie. - pociągnąłem ją za rękę. Zboczyliśmy ze ścieżki i poszliśmy na skróty przez las. Z dala już słyszałem kojący szum wody, który bardzo lubiłem. Po chwili byliśmy już nad brzegiem. Odetchnąłem świeżym, nocnym powietrzem i usiadłem po turecku na trawie. Yumi przyłączyła się do mnie. Oberon ułożył się na jej kolanach i uważnie obserwował otoczenie:
-Przynajmniej mamy się gdzie ukryć, gdybyśmy coś znów przeskrobali. - roześmiałem się. Yumi na to tylko delikatnie się uśmiechnęła i już miała zabrać się za ponownie głaskanie Oberona kiedy on nagle zeskoczył z jej kolan i ruszył wzdłuż brzegu. Zawołała go po imieniu, ale on tylko odwrócił głowę i pobiegł dalej. Yumi zerwała się na równe nogi i pobiegła za nim, a ja za nią. Ten kot nie raz działał mi na nerwy, ale był pupilem mojej siostrzyczki, więc nie mogłem pozwolić mu uciec. Dziwne było to ze względu na to, że on nie miał w zwyczaju uciekać. Bardzo lubił moją siostrę i był jej wierny jak pies. Najgorsze było to, że ledwo co widzieliśmy. Jedynym źródłem światła był księżyc, który w lesie niestety się nie sprawdzał za dobrze. Yumi nagle wbiegła na jakąś drewnianą platformę po czym się zatrzymała. Oberon znów znalazł się w jej ramionach, ale... jaki był cel jego
" ucieczki "? Odwróciła się i już miała odchodzić, ale zatrzymałem ją:
-Gdzie my jesteśmy? - zapytałem wpatrując się w ogromny stary budynek. Yumi odwróciła się i również była zaskoczona. Okazało się, że tą drewnianą platformą był most prowadzący przez rzekę do tej budowli. Nie wyglądało to pięknie, ale za to bardzo interesująco. Ruszyłem w stronę wejścia. Yumi niestety nie zdążyła mnie zatrzymać. Pchnąłem wielkie metalowe drzwi, które okazały się otwarte. Wnętrze ku mojemu zaskoczeniu okazało się całkiem zadbane. Śladów menelstwa nie widziałem, ale moja siorka jeszcze o tym nie wiedziała:
-Bracie, nie wchodź tam! Jeszcze będziemy się użerać z jakimiś menelami... - urwała stając ze mną na stalowej platformie umieszczonej wysoko nad parterem. Po drugiej stronie była podobna. Domyśliłem się, że kiedyś było tu przejście, ale jakimś cudem zniknęło. Rozejrzałem się uważniej, ale nie znalazłem żadnego zejścia na dół. Skrzywiłem się na myśl, że nie będę mógł spenetrować dolnego pięterka, które wydało mi się wyjątkowo interesujące:
-Bracie? A czy po drugiej stronie nie ma podobnego wejścia? - wskazała na taki sam stalowy balkon.
-Po czym to stwierdzasz?
-Po tym, że słyszę samochody z drugiej strony. - odpowiedziała spokojnie. W sumie... miałem to teraz gdzieś. Musiałem znaleźć jakiś sposób, aby znaleźć się na dole. Nagle Oberon znów wyskoczył z rąk Yumi i wszedł na część zardzewiałej konstrukcji. Usiadł sobie i miauknął. Ten kot mnie po prostu rozwalał. Zanim jednak zdążyłem się zorientować zauważyłem, że Yumi poszła za tym cholernym kotem, no ale... skoro ona może przejść to ja tym bardziej. Poczekałem aż ona zeszła bezpiecznie na dół i sam wszedłem na stalowy pręt. Na szczęście wydawał się być stabilny i spokojnie przeszedłem przez niego. Znaleźliśmy się na parterze, który był bardzo dobrze oświetlony przez księżyc wpadający przez okna, a także światło lamp po drugiej stronie budynku. Zauważyłem tam stosy prętów i różnych kartonów, ale śladów menelstwa czy jakiejkolwiek działalność człowieka nie było. To miejsce było idealne na zrobienie jakiejś imprezy albo mogło być dobrą bazą. Zapominając całkowicie o dzisiejszych problemach ruszyłem wzdłuż wielkiego pomieszczenia układając w głowie plan idealnej bazy czy też miejsca spotkań jakiegoś klubu. Nagle mój wzrok przykuło jakieś zadaszone miejsce:
-Winda? W taki miejscu? - zapytała Yumi przyglądając się konstrukcji.
-To winda? Bajer! - wbiegłem do niej. Chciałem wcisnąć piętro poniżej parteru, ale okazało się, że nie było czegoś takiego jak przyciski służące do wybrania piętra. Zdziwiłem się widząc dziwny panel z cyframi od jeden do dziewięć. Wyglądało to jakby owa wina była na kod, a to przecież niemożliwe. Budynek był chyba opuszczony od lat, więc takie rzeczy zwykle się usuwa. Było to coraz dziwniejsze, ale i bardziej intrygujące. Yumi weszła razem ze mną do windy przyglądając się całemu temu sprzętowi:
-Winda na kod? What the hell...?
-Ja chcę zjechać na dół! - tupnąłem nogą jak mały chłopczyk.
-A jak ja mam niby ci kog zgadnąć, co? Widać, że to miejsce nie jest tak do końca opuszczone. - westchnęła, kiedy nagle coś zaczęło się dziać z windą. Zamknęła się i ruszyła w dół:
-Co do cholery?! - złapałem się poręczy. Yumi podniosła swojego kota wpatrując się w niego:
-Od kiedy umiesz zgadywać kody dostępu, kiciusiu? - on na to tylko zamruczał, bawiąc się włosami Yumi. Byłem tak podekscytowany. Możliwe było, że znaleźliśmy coś mega ciekawego. Wyciąg zatrzymał się i otworzyły się jego wrota, ale to co zobaczyliśmy przeszło wszelkie nasze oczekiwania. Całe pomieszczenie było doskonale oświetlone, a przynajmniej na tyle, aby było wszystko doskonale widać. Na samym środku znajdowało się... właśnie... co to było, tego określić nie mogłem. W każdym razie byłem pewien, że to jakieś wojskowe ustrojstwa do namierzania ludzi i kierowania satelitami:
-Jak zajebiście! Odkryliśmy tajną rządkową bazę wojskową! Teraz będziemy mieć haki na wszystkich! - wykrzyczałem radosny.
-Zdecydowanie naczytałeś się za dużo mang. - stwierdziła przyglądając się sprzętowi. Kot nie był wcale zainteresowany i chyba... usnął w jej ramionach. Zbliżyliśmy się do tego całego ustrojstwa. Yumi skrzywiła się patrząc na stosy liczb przewijających się po ekranie:
-Tu też na pewno będzie blokada. Nie mamy co liczyć na Oberona... zasnął. - nie słuchałem jej za bardzo. To wszystko tutaj było takie super i w końcu znalazłem jeden plus, dla którego znaleźliśmy się w Londynie. Nagle usłyszałem skrzyp windy. Gwałtownie odwróciłem się za siebie i okazało się, że wyciąg wrócił na górę. Yumi nie zwróciła na to żadnej uwagi w przeciwieństwie do mnie:
-Emm... Yumi? Czy winda powinna tak sama z siebie wracać na górę?
-Nie martw się, bracie. To może być automatyczne. - odpowiedziała bez większego entuzjazmu... była jak zahipnotyzowana. Widać było, że ten " komputer " wyjątkowo ją zainteresował.
-Ale... jak wrócimy? - zapytałem rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia.
-Coś się wymyśli... - wymruczała.
-ALE TA WINDA JEST NA KOD, DO CHOLERY! KTOŚ MUSIAŁ GO WPISAĆ, BY WJECHAŁA NA GÓRĘ! - wykrzyczałem wściekły. Moja siostra w końcu się
" obudziła " i zrozumiała powagę sytuacji. Nie było zbyt różowo. Po chwili usłyszeliśmy ponowny szum windy. Ktoś nią zjeżdżał.

( Levi? Wybacz, że takie... dziwne :v )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz