To było lepsze nawet od Wiedźmina 3, tym bardziej, że byłem tam naprawdę, a nie przed ekranem komputera. Wszystko było namacalne... prawdziwe i to było świetne. Moja radość i fascynacja musiały poczekać. W tej grze również trzeba było nabijać punkty poprzez zabijanie różnych stworów. Tym razem były to jakieś czerwone poczwary chodzące na cienkich tyczkach. Na szczęście grałem w mnóstwo gier na konsolę, komputer czy X-box i wiedziałem jak się posługiwać między innymi kosą. Bez zastanowienia ruszyłem na dwójkę... krabów, raków... bóg wie czego. Nie wiem dlaczego, ale te stwory we mnie nie strzelały jakby w ogóle mnie nie widziały. Uznałem to za samobójstwo z ich strony i wykorzystałem to. Pod pierwszym przebiegłem i przeciąłem go na pół:
-Jeden zero dla mnie, bitches! Został jeszcze jeden... - obróciłem się za siebie. Okazało się, że dalej strzelał w stronę Levi'ego i Yumi. Uśmiechnąłem się chytrze. Ruszyłem na niego przygotowując się do skoku. Wykonałem pełny obrót w powietrzy przecinając kraba na pół po czym pięknie wylądowałem. Brakowało mi tylko przeciwsłonecznych okularów do powiedzenie " Bitch, I'm fabulous ", bo piękny wybuch już był no, ale cóż... ta gra widocznie nie posiada modnych na całym świecie okularów Horatio Caine'a. Już miałem coś powiedzieć, ale moim oczom ukazało się stado dziwnych kostek, które z daleka wyglądały jak wszy. Skrzywiłem się ku wielkiemu zdziwieniu dwójki. Wskazałem palcem na ich tyły i wtedy dopiero zorientowali się o co chodzi:
-Dobra. Ja idę do wieży, a wy spróbujcie je zatrzymać. - wskazał na stwory Levi. Ja i Yumi skinęliśmy głowy przygotowując kosy. Nie wiedziałem co prawda o jaką wieżę chodzi, ale wtedy nie było czasu, żeby o to pytać. Spojrzeliśmy po sobie widząc oddział dziwnych, białych kostek:
-Bracie, masz jakiś plan? - zapytała Yumi mierząc wzrokiem małe wojsko.
-Oczywiście, siostrzyczko. Idziemy na żywioł! - ruszyłem na spotkanie z małymi szkodnikami zwinnie omijając ich strzały, które jak widać... były na ślepo. Nie wiem czemu, ale im bliżej nich byłem, tym bardziej one były zdezorientowane. Skorzystała z tego Yumi, która ruszyła równo ze mną. Zaczęliśmy ciąć je jak oszaleli, jednego za drugim. Po chwili zaczęło dziać się coś dziwnego. Potwory po prostu znikły, a po chwili my również.
( Levi? Zabij mnie pls... nie miałam jakoś pomysłów ;_; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz