środa, 29 lipca 2015

Nowy gracz!




Imię: Masao
Nazwisko: Natsuo
Wiek: 18
Orientacja seksualna: Homoseksualny
Pseudonim: Mass
Osobowość: Masao to spokojny i trochę obojętny typ. Okazuje emocje rzadko i tylko w stosunku do osób na których mu zależy. Mało rozmowny, zdecydowanie jest to typ obserwatora. Wszystko musi iść po jego myśli, uwielbia dominować i chodzić własnymi ścieżkami. Czasami Mass ma tak zwany "dobry dzień" wtedy staje się bardzo pozytywny i rozmowny. Uwielbia otaczać się ludźmi energicznymi i zabawnymi, bowiem nie znosi ciszy, mimo iż sam nie lubi mówić.
Aparycja: Masao jest wysoki ma 175 ccm wzrostu. Dużo ćwiczy, dlatego ma dobrze wyrzeźbione ciało co przy jego wzroście powoduje, że wydaje się niesamowicie smukły. Oczy jak i włosy ma w kolorze fioletowym. Mimo swojej świetnej budowy nie lubi słońca, dlatego nigdy się nie opala i jego skóra jest niemal w kolorze śniegu.


Postać z gry:

Imię: Shiba
Profesja: Wojownik
Aparycja: Shiba jak i Masao ma 175 cm wzrostu. Ma gęste, brązowe włosy i oczy tego samego koloru. Dobrze zbudowany wojownik z tatuażami na plecach. Ubrany jest w specjalny, granatowy strój do walki. Na nogach ma długie obite metalem buty, które pozwalają mu na długi i szybki bieg. Złote rękawice usztywniają mu nadgarstki, by mógł utrzymać swój długi miecz samuraja.
Statystyki: 
-Wytrzymałość:10
-Atak fiz:15
-Atak psy: 2
-Obrona: 8
-Odporność na magię: 5
-Prędkość: 5

Umiejętność pasywna:
- Precyzyjne cięcie - jego miecz potrafi przeciąć wszystko
- Obronny ból - tym więcej razy zostanie zraniony, tym bardziej wzrasta jego obrona na następne ataki
Umiejętności aktywne: 
- Wiele cięć - Shiba zadaje wiele drobnych ataków w celu osłabienia wroga
- Ostra kąpiel - sztylet Shiby rozkrusza się na małe kawałki zasypując wroga, poczym wraca do poprzedniej postaci.
- Władca czasu - moc pozwala na chwilowe spowolnienie ruchów przeciwnika
Umiejętność hiperaktywna: 
- Świetlisty miecz - miecz otacza światło i znacznie zwiększa jego zasięg, wszystko co napotka światło zostanie przecięte.
Dodatkowe zdjęcia: -
Email i/lub login na howrse: Naila01 (na howrse) sky.in.the.garden@gmail.com (email)

wtorek, 28 lipca 2015

Od Yumi cd. Michi

Ech... dzisiaj miał być pierwszy dzień w naszej nowej szkole. Yuu budził się w nocy wiele razy i przy okazji budził również mnie. Był strasznie zdenerwowany, ale sama się zastanawiałam dlaczego tak bardzo. Starałam się go uspokoić, ale na nic. Na śniadaniu to już w ogóle ześwirował. Nie było rodziców, więc mogliśmy spokojnie zjeść bez nich, a on tylko o szkole i o szkole. Ech... co ja z nim miałam. W końcu wrzasnęłam na niego, aby się uspokoił co trochę poskutkowało.
W szkole byliśmy sporo przed dzwonkiem, by mieć czas na zwiedzenie szkoły choć w połowie. Nie mieliśmy zamiaru być tu jakimiś naiwniakami i wiedzieć gdzie w razie potrzeby się zmyć. Przed dzwonkiem byliśmy pod salą gdzie spotkaliśmy nauczycielkę od matematyki, która kazała nam poczekać na korytarzu dopóki nas nie zawoła. Spojrzeliśmy na siebie i tylko wzruszyliśmy jednocześnie ramionami. Ona coś mruknęła pod nosem i poszła otworzyć drzwi do sali. Przybiliśmy sobie piątkę z Yuu śmiejąc się w myślach z jej reakcji. Cała nasza nowa klasa weszła do sali oprócz nas. Czekaliśmy może z pięć minut na to, aż w końcu ktoś łaskawie wpuści nas do sali. Nauczycielka otworzyła drzwi i zaprosiła nas do środka. Moje serce zaczęło bić nieco szybciej. Yuu zresztą tak samo i jeszcze te jego rumieńce... i pomyśleć, że mam takie same. Serio... musieliśmy wyglądać przekomicznie. Matematyczka pięknie nas przedstawiła klasie ku ich wielkiemu zainteresowaniu. Co je spowodowało? Ano to, że jesteśmy z Japonii i oczywiście to, że jesteśmy bliźniętami. Nie można było tego pominąć, bo komuś spadła by czapka z głowy, kuźwa! Owszem... nie miałam nic do dobrego towarzystwa, ale to pierwszy dzień... mogliby dać sobie siana. Poza tym nic ciekawego się nie działo. Usiedliśmy razem w ławce i robiliśmy sobie ćwiczenia z matematyki. Cieszyło mnie to, że byli do tyłu z materiałem. My już przerobiliśmy funkcje, a oni dopiero zaczynali, więc spokojnie mogliśmy sobie porozwiązywać zadania i przy okazji pozbyć się zadania domowego. Lekcja minęła bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. Spakowaliśmy się i wyszliśmy z sali starając się nikomu nie podpaść już pierwszego dnia. Nagle podeszła do nas dziewczyna:
-Hejka! Jestem Michi. - przedstawiła się radośnie wyciągając rękę w naszą stronę. Pierwsza wyciągnęłam dłoń w jej stronę:
-Elo! Yumi jestem. - potem rękę podał jej Yuu.
-Siemka! Yuu jestem.
-Miło nam cię poznać. - powiedzieliśmy jednocześnie na co dziewczyna niezwykle się zachwyciła.
-Ja cię... nawet mówicie jednocześnie. - spojrzeliśmy po sobie i uśmiechnęliśmy się.
-Tak już czasami mamy. - skomentowałam.
-Może pójdziemy razem na obiad? Za trzy lekcje mamy przerwę obiadową. - zaproponowała.
-Jasne! Świetny pomysł. - odpowiedział Yuu.
-No to ustalone! - uśmiechnęła się. Tą przerwę spędziliśmy razem. Na pozostałych podchodzili do nas inni, żeby się przywitać. Wszystkie te osoby okazały się bardzo miłe wobec nas. Jak się okazało wszystko poszło po naszej myśli. Te trzy godziny minęły nam bardzo szybko. Już po dzwonku Michi dołączyła do nas. Niezwłocznie udaliśmy się na stołówkę, ale nie był nam dany spokój. Jakaś inna trójka zagrodziła nam drogę.

( Michi? )

Od Yuu cd. Leviego

To było lepsze nawet od Wiedźmina 3, tym bardziej, że byłem tam naprawdę, a nie przed ekranem komputera. Wszystko było namacalne... prawdziwe i to było świetne. Moja radość i fascynacja musiały poczekać. W tej grze również trzeba było nabijać punkty poprzez zabijanie różnych stworów. Tym razem były to jakieś czerwone poczwary chodzące na cienkich tyczkach. Na szczęście grałem w mnóstwo gier na konsolę, komputer czy X-box i wiedziałem jak się posługiwać między innymi kosą. Bez zastanowienia ruszyłem na dwójkę... krabów, raków... bóg wie czego. Nie wiem dlaczego, ale te stwory we mnie nie strzelały jakby w ogóle mnie nie widziały. Uznałem to za samobójstwo z ich strony i wykorzystałem to. Pod pierwszym przebiegłem i przeciąłem go na pół:
-Jeden zero dla mnie, bitches! Został jeszcze jeden... - obróciłem się za siebie. Okazało się, że dalej strzelał w stronę Levi'ego i Yumi. Uśmiechnąłem się chytrze. Ruszyłem na niego przygotowując się do skoku. Wykonałem pełny obrót w powietrzy przecinając kraba na pół po czym pięknie wylądowałem. Brakowało mi tylko przeciwsłonecznych okularów do powiedzenie " Bitch, I'm fabulous ", bo piękny wybuch już był no, ale cóż... ta gra widocznie nie posiada modnych na całym świecie okularów Horatio Caine'a. Już miałem coś powiedzieć, ale moim oczom ukazało się stado dziwnych kostek, które z daleka wyglądały jak wszy. Skrzywiłem się ku wielkiemu zdziwieniu dwójki. Wskazałem palcem na ich tyły i wtedy dopiero zorientowali się o co chodzi:
-Dobra. Ja idę do wieży, a wy spróbujcie je zatrzymać. - wskazał na stwory Levi. Ja i Yumi skinęliśmy głowy przygotowując kosy. Nie wiedziałem co prawda o jaką wieżę chodzi, ale wtedy nie było czasu, żeby o to pytać. Spojrzeliśmy po sobie widząc oddział dziwnych, białych kostek:
-Bracie, masz jakiś plan? - zapytała Yumi mierząc wzrokiem małe wojsko.
-Oczywiście, siostrzyczko. Idziemy na żywioł! - ruszyłem na spotkanie z małymi szkodnikami zwinnie omijając ich strzały, które jak widać... były na ślepo. Nie wiem czemu, ale im bliżej nich byłem, tym bardziej one były zdezorientowane. Skorzystała z tego Yumi, która ruszyła równo ze mną. Zaczęliśmy ciąć je jak oszaleli, jednego za drugim. Po chwili zaczęło dziać się coś dziwnego. Potwory po prostu znikły, a po chwili my również.


( Levi? Zabij mnie pls... nie miałam jakoś pomysłów ;_; )

poniedziałek, 27 lipca 2015

Od Levi'ego cd. Yuu.

Poczułem nagłe zahamowanie i trzask starych drzwi windy. Pod ręką trzymałem notatnik z nowymi kodami procedur do superkomputera, dzięki czemu wszystko byłoby prostsze, a i każdy mógłby indywidualnie korzystać z kompa. Gdy wyszedłem z windy spoczęły na mnie spojrzenia dwóch osób. Przestraszyli sie chyba...
-Co wy tu robicie? - spytałem siadając na fotelu przed klawiaturą. Włączyłem wiersz poleceń i zacząłem wpisywać. Zamarli wytrzeszczając na mnie oczy. - Ej, noo... Nie mam 60 lat, nie jestem pedofilem... pewnie jestem od was młodszy...
Z tej "konwersacji" wyrwał mnie napis na monitorze [ACCESS GRANTED]. Zerwałem się z fotela i wsiadłem do windy.
-Chodźcie, pokażę wam coś - mruknąłem wpisując kod. Podbiegli szybko i zaczęlismy jechać w dół. Po otwarciu drzwi z ust chłopca wyrwało się mimowolne "Wow!". Byliśmy w sali skanerów. Wielkich maszyn, dzięki którym materializujemy swoje ciała w świecie wirtualnym. Wszedłem do jednego z nich.
-Ej, co ty robisz? - krzyknęła dziewczyna na chłopcem, który szybko wszedł do skanera na lewo ode mnie.
-A ty na co czekasz? - spytałem dziewczyny. Miała wściekły wzrok i powolnymi krokami weszła do skanera. Drzwi się zasunęły, ogarnęło mnie uczucie wielkiej wichury i ciepła. Otworzyłem oczy. Materializacja zwykle przebiega kilka metrów nad ziemią. Przyzwyczaiłem się do tego, i wylądowałem spokojnie na kolanku, ale tamci nie mieli szczęścia. Chłopak upadł na brzuch, a dziewczyna na jego plecy.
-Może tak będzie łatwiej? - spytałem się - Nazywam się Levi, a wy?
-CZŁOWIEKU! CO TO JEST!? - spytał się chłopak zafascynowany grą. Rozejrzałem się... znajdowaliśmy się na mapie arktycznej. Była pokryta lodem, dookoła woda.
-Gra, jesteśmy zwirtualizowani.
-A to? - spytała się dziewczyna wskazując na machiny zmierzające na nas.
-Stwory! - wyjąłem książkę zza szaty, która się uniosła (książka). Jeden z nich uniósł działko i zaczął strzelać do dziewczyny. Skoczyłem na nią i przywołałem barierę.
-Ja jestem Yumi... - powiedziała..
-Ja Yuu!!! - krzyknął chłopak zdejmując kosę z pleców. Osłoniłem go barierą, a on ruszył na stwory.

<Rodzeństwo? ;-;>

Od Michi

Wstałam rano. Dzień był cudowny, jak na Londyn, to niebo bez ani jednej chmurki było wprost niespotykane! Niestety ten piękny dzień musiał stracić wszelkie tęczowe kolory, gdy zdałam sobie sprawę, że jest poniedziałek... poniedziałek = szkoła... "przynajmniej znów będzie okazja do zabawy ze znajomymi", pocieszałam się w myślach. Po porannej toalecie, zeszłam na śniadanie. Po parunastu minutach zorientowałam się, że JESTEM SPÓŹNIONA!!!
Parę minut później...
Przyszłam do szkoły jak zwykle równo z pierwszym dzwonkiem, ale udało mi się wcisnąć w zamykające się drzwi do sali. Lekcja matematyki, zaczęła się dziś wyjątkowo. Do klasy weszła dwójka nowych uczniów, z tego co zdążyłam się później dowiedzieć pochodzili z Japonii, byli bliźniakami i nazywali się Yumi i Yuu. Byli uroczy i niezwykle zestresowani, dlatego obrałam ich jako pierwszy cel na przerwie. I czekałam zniecierpliwiona do dzwonka, gdy będę mogła się w końcu przywitać. "Drrryń!" Po tym magicznym dźwięku sala opustoszała. A ja przebrnęłam się przez wychodzących uczniów i podeszłam do nowych.
- Hejka! Jestem Michi. - w ogromnym uśmiechem na ustach wysunęłam rękę do bliźniaków.

piątek, 24 lipca 2015

Od Yuu

Od Yuu

Już od trzech godzin byliśmy w Londynie. Rodzice smacznie spali w naszym nowym domu... byli wykończeni podróżą, a poza tym trzeba podkreślić... była czwarta w nocy. My byliśmy zbyt wściekli, żeby móc zasnąć, więc wymknęliśmy się z domu, by odreagować. Nie mogłem pogodzić się z tym, że z powodu kaprysu rodziców musieliśmy opuścić Japonię i zostawić naszych przyjaciół. Tutaj nie znałem nikogo... Yumi tak samo. Tylko nasi rodzice mieli jakiś znajomych z wyższych sfer, ale to chyba dla nas za wysokie progi. Mieliśmy dobre stopnie i własne grupy... ja drużynę, a Yumi swój zespół... teraz to wszystko szlag trafił. Niestety, już nie mogliśmy na to nic poradzić. Może tutaj też nam się jakoś ułoży, ale... to niekoniecznie musi się udać. Im więcej o tym myślałem, tym bardziej byłem wściekły:
-Kuźwa! - mruknąłem, kopiąc najbliższy kamień. Yumi spojrzała na mnie zatroskana... ona była nie mniej zła niż ja, ale zawsze próbowała jakoś zachować spokój.
-Nie wściekaj się tak. Jesteśmy tu od niedawna... nawet jeszcze szkoły nie widzieliśmy. Myślę, że nie będzie tak źle. - powiedziała, głaszcząc siedzącego w jej ramionach kota. Fuknąłem na samą myśl o nowej szkole:
-Chodźmy nad rzekę.
-Jest późno... nie wiem czy to dobry pomysł, abyśmy szli gdzieś nad wodę. - odpowiedziała niepewnie.
-Eee tam... nic nam nie będzie. Może znajdziemy coś ciekawego. Chodź! Fajnie będzie. - pociągnąłem ją za rękę. Zboczyliśmy ze ścieżki i poszliśmy na skróty przez las. Z dala już słyszałem kojący szum wody, który bardzo lubiłem. Po chwili byliśmy już nad brzegiem. Odetchnąłem świeżym, nocnym powietrzem i usiadłem po turecku na trawie. Yumi przyłączyła się do mnie. Oberon ułożył się na jej kolanach i uważnie obserwował otoczenie:
-Przynajmniej mamy się gdzie ukryć, gdybyśmy coś znów przeskrobali. - roześmiałem się. Yumi na to tylko delikatnie się uśmiechnęła i już miała zabrać się za ponownie głaskanie Oberona kiedy on nagle zeskoczył z jej kolan i ruszył wzdłuż brzegu. Zawołała go po imieniu, ale on tylko odwrócił głowę i pobiegł dalej. Yumi zerwała się na równe nogi i pobiegła za nim, a ja za nią. Ten kot nie raz działał mi na nerwy, ale był pupilem mojej siostrzyczki, więc nie mogłem pozwolić mu uciec. Dziwne było to ze względu na to, że on nie miał w zwyczaju uciekać. Bardzo lubił moją siostrę i był jej wierny jak pies. Najgorsze było to, że ledwo co widzieliśmy. Jedynym źródłem światła był księżyc, który w lesie niestety się nie sprawdzał za dobrze. Yumi nagle wbiegła na jakąś drewnianą platformę po czym się zatrzymała. Oberon znów znalazł się w jej ramionach, ale... jaki był cel jego
" ucieczki "? Odwróciła się i już miała odchodzić, ale zatrzymałem ją:
-Gdzie my jesteśmy? - zapytałem wpatrując się w ogromny stary budynek. Yumi odwróciła się i również była zaskoczona. Okazało się, że tą drewnianą platformą był most prowadzący przez rzekę do tej budowli. Nie wyglądało to pięknie, ale za to bardzo interesująco. Ruszyłem w stronę wejścia. Yumi niestety nie zdążyła mnie zatrzymać. Pchnąłem wielkie metalowe drzwi, które okazały się otwarte. Wnętrze ku mojemu zaskoczeniu okazało się całkiem zadbane. Śladów menelstwa nie widziałem, ale moja siorka jeszcze o tym nie wiedziała:
-Bracie, nie wchodź tam! Jeszcze będziemy się użerać z jakimiś menelami... - urwała stając ze mną na stalowej platformie umieszczonej wysoko nad parterem. Po drugiej stronie była podobna. Domyśliłem się, że kiedyś było tu przejście, ale jakimś cudem zniknęło. Rozejrzałem się uważniej, ale nie znalazłem żadnego zejścia na dół. Skrzywiłem się na myśl, że nie będę mógł spenetrować dolnego pięterka, które wydało mi się wyjątkowo interesujące:
-Bracie? A czy po drugiej stronie nie ma podobnego wejścia? - wskazała na taki sam stalowy balkon.
-Po czym to stwierdzasz?
-Po tym, że słyszę samochody z drugiej strony. - odpowiedziała spokojnie. W sumie... miałem to teraz gdzieś. Musiałem znaleźć jakiś sposób, aby znaleźć się na dole. Nagle Oberon znów wyskoczył z rąk Yumi i wszedł na część zardzewiałej konstrukcji. Usiadł sobie i miauknął. Ten kot mnie po prostu rozwalał. Zanim jednak zdążyłem się zorientować zauważyłem, że Yumi poszła za tym cholernym kotem, no ale... skoro ona może przejść to ja tym bardziej. Poczekałem aż ona zeszła bezpiecznie na dół i sam wszedłem na stalowy pręt. Na szczęście wydawał się być stabilny i spokojnie przeszedłem przez niego. Znaleźliśmy się na parterze, który był bardzo dobrze oświetlony przez księżyc wpadający przez okna, a także światło lamp po drugiej stronie budynku. Zauważyłem tam stosy prętów i różnych kartonów, ale śladów menelstwa czy jakiejkolwiek działalność człowieka nie było. To miejsce było idealne na zrobienie jakiejś imprezy albo mogło być dobrą bazą. Zapominając całkowicie o dzisiejszych problemach ruszyłem wzdłuż wielkiego pomieszczenia układając w głowie plan idealnej bazy czy też miejsca spotkań jakiegoś klubu. Nagle mój wzrok przykuło jakieś zadaszone miejsce:
-Winda? W taki miejscu? - zapytała Yumi przyglądając się konstrukcji.
-To winda? Bajer! - wbiegłem do niej. Chciałem wcisnąć piętro poniżej parteru, ale okazało się, że nie było czegoś takiego jak przyciski służące do wybrania piętra. Zdziwiłem się widząc dziwny panel z cyframi od jeden do dziewięć. Wyglądało to jakby owa wina była na kod, a to przecież niemożliwe. Budynek był chyba opuszczony od lat, więc takie rzeczy zwykle się usuwa. Było to coraz dziwniejsze, ale i bardziej intrygujące. Yumi weszła razem ze mną do windy przyglądając się całemu temu sprzętowi:
-Winda na kod? What the hell...?
-Ja chcę zjechać na dół! - tupnąłem nogą jak mały chłopczyk.
-A jak ja mam niby ci kog zgadnąć, co? Widać, że to miejsce nie jest tak do końca opuszczone. - westchnęła, kiedy nagle coś zaczęło się dziać z windą. Zamknęła się i ruszyła w dół:
-Co do cholery?! - złapałem się poręczy. Yumi podniosła swojego kota wpatrując się w niego:
-Od kiedy umiesz zgadywać kody dostępu, kiciusiu? - on na to tylko zamruczał, bawiąc się włosami Yumi. Byłem tak podekscytowany. Możliwe było, że znaleźliśmy coś mega ciekawego. Wyciąg zatrzymał się i otworzyły się jego wrota, ale to co zobaczyliśmy przeszło wszelkie nasze oczekiwania. Całe pomieszczenie było doskonale oświetlone, a przynajmniej na tyle, aby było wszystko doskonale widać. Na samym środku znajdowało się... właśnie... co to było, tego określić nie mogłem. W każdym razie byłem pewien, że to jakieś wojskowe ustrojstwa do namierzania ludzi i kierowania satelitami:
-Jak zajebiście! Odkryliśmy tajną rządkową bazę wojskową! Teraz będziemy mieć haki na wszystkich! - wykrzyczałem radosny.
-Zdecydowanie naczytałeś się za dużo mang. - stwierdziła przyglądając się sprzętowi. Kot nie był wcale zainteresowany i chyba... usnął w jej ramionach. Zbliżyliśmy się do tego całego ustrojstwa. Yumi skrzywiła się patrząc na stosy liczb przewijających się po ekranie:
-Tu też na pewno będzie blokada. Nie mamy co liczyć na Oberona... zasnął. - nie słuchałem jej za bardzo. To wszystko tutaj było takie super i w końcu znalazłem jeden plus, dla którego znaleźliśmy się w Londynie. Nagle usłyszałem skrzyp windy. Gwałtownie odwróciłem się za siebie i okazało się, że wyciąg wrócił na górę. Yumi nie zwróciła na to żadnej uwagi w przeciwieństwie do mnie:
-Emm... Yumi? Czy winda powinna tak sama z siebie wracać na górę?
-Nie martw się, bracie. To może być automatyczne. - odpowiedziała bez większego entuzjazmu... była jak zahipnotyzowana. Widać było, że ten " komputer " wyjątkowo ją zainteresował.
-Ale... jak wrócimy? - zapytałem rozglądając się w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia.
-Coś się wymyśli... - wymruczała.
-ALE TA WINDA JEST NA KOD, DO CHOLERY! KTOŚ MUSIAŁ GO WPISAĆ, BY WJECHAŁA NA GÓRĘ! - wykrzyczałem wściekły. Moja siostra w końcu się
" obudziła " i zrozumiała powagę sytuacji. Nie było zbyt różowo. Po chwili usłyszeliśmy ponowny szum windy. Ktoś nią zjeżdżał.

( Levi? Wybacz, że takie... dziwne :v )

czwartek, 23 lipca 2015

Nowy Gracz!


 Imię: Michi (czyt. Miczi)
 Nazwisko: Wintersky
 Wiek: 17
 Orientacja seksualna: Biseksualna
 Pseudonim: Nie ma, lubi jak mówi się do niej po imieniu.
 Osobowość: Michi jest bardzo zabawną i energiczną osobą. Kocha towarzystwo i długie rozmowy, podczas których nie szczędzi sobie sarkazmów i aluzji, dlatego jeśli jest w dobrym humorze nie należy brać jej wypowiedzi całkiem poważnie. Przez większość czasu jest zabawna i dziecinna, dlatego wszyscy myślą, że jest głupia. To tylko pozory Michi jest bardzo mądra jeśli jest taka potrzeba potrafi zachować się niezwykle poważnie. Mimo iż jest taka toważyska większość emocji ukrywa w sobie i by całkowicie ją poznać, trzeba pozwolić jej się otworzyć. Choć Michi uwielbia swoje ciało ma kompleks na punkcie blizn na plecach, jednak nikomu nie opowiada skąd je ma.
 Aparycja: Michi ma 160 cm wzrostu. Jest bardzo szczupła, jednak jej damskie atuty są dobrze widoczne. Zwariowana osobowość Michi spowodowała, iż przefarbowała sobie włosy na różowo z liliowymi końcówkami. Naturalnie włosy Michi są białe. Uwadze każdego nie mogą umknąć jej śliczne, duże jasno szare oczy. Michi jest drobnej budowy, ale dużo się rusza w związku z tym ma wysportowane ciało.
 Inne Zdjęcia: brak

 Postać z gry:

 Obraz przedstawiający postać z gry:
 Imię: Rizu, ale lubi jak mówi się do niej po prostu Michi
 Profesja: Zabójca/Mag
 Aparycja: Postać Michi jest taka sama jak ona. A strój w jaki jest odziana nawiązuje do jej ulubionego święta - Halloween. Rizu ma króciutką, czarną sukienkę z dużą kokardą na piersi i wieloma koronkami. Michi jak każda czarownica ma niedługą pelerynę, z wieloma kieszeniami, w których trzyma przeróżne rzeczy. Dodatkowo ma tyle sukienki i długich czarnych kozakach ma małe nietoperze skrzydełka, które może chować jak tylko zechce, ale gdy zajdzie taka potrzeba może pofrunąć na małe odległości..Najfajniejszą zabawką Rizu jest jej mechaniczna kosa z błyszczącym czerwonym rubinem.  P
 Statystyki:
-Wytrzymałość: 6
-Atak fiz: 10
-Atak psy: 9
-Obrona: 4
-Odporność na magię: 6
- Prędkość: 10
 Umiejętność pasywna:
 - rubin - każdy kogo dosięgnie blask rubinu z kosy Rizu zostaje sparaliżowany
- Karty strachu - Rizu posiada kolekcję kart, które pozwalają jej na przywoływanie swoich piekielnych sojuszników
 Umiejętności aktywne:
 - Tik Tak - Rizu potrafi przewidywać ruchy swoich przeciwników
- Koszmarna iluzja - moc pozwalając na przywołanie najwięszych koszmarów przeciwnika
- Świetlisty ból - gdy Rizu zostanie zraniona, potrafi poruszać się z prędkością światła
 - Cień - moc obronna pozwala Rizu na chwilową zmianę w cień, dzięki czemu nie można jej zranić Umiejętność hiperaktywna:
 - Władca dusz - w chwili zagrożenia Rizu potrafi przy użyciu wielkiej mocy pozbawić przeciwników dusz, zostawiając tylko ciała. Jednak po użyciu mocy pada wykończona i potrzebuje dużo czasu na regeneracje. Dodatkowe zdjęcia: brak Email i/lub login na howrse: Naila01 - na howrse milenak01@wp.pl - Email